About Avedon, Krauwinkel, 2 fathers, 1 mum, roots and apple pie for the lazy

above / powyżej: Marco Krauwinkel “FATHER WITH PARTNER” / “OJCIEC Z PARTNEREM” , National Portrait Gallery (BP Portrait Award 2019), London; photo by Serafin 2019


pl

I couldn’t cook for a long time. My painful soul allowed me to take in food and to be fed by others. For long months, two years almost, I was preparing just nutritious purees or body enriching soups for someone very dear to me. Creative cooking and writing were out of the question. But finally I returned to my kitchen. It all came naturally and out of the blue. I’m coming back to writing too – slowly and deliberately. I put every letter carefully, not wanting to lose anything.

I’ve been writing since I remember, a little forced at first I have to admit. On long summer evenings, one of my parents forced me to write a diary, and every few days to send Grandma a postcard. At the end of the summer holidays, I treated both of them minimally, focusing on a telegraphic summary, passing on only the most important information.

“Dear Grandma!
I ate porridge for breakfast today. For lunch there were braised wild mushrooms with potatoes and buttermilk and for dinner sandwiches with jam made from cherries we picked earlier. The weather is nice. I saw 4 heron and 2 deer.
Kisses and love!”

I wrote roughly in those days, being interested just in food, nature and weather. It is pretty much the same decades later, my interests haven’t changed a bit! Today I could write:

“Dear Grandma!
Today I had for breakfast oatmeal with homemade yogurt and homemade apricot jam with no added sugar, but with some baked apples, which I found under a tree (unbaked of course). Our neighbour’s 17 cows are grazing in the meadow. 2 woodpeckers romping in the walnut tree. Season for young small puff mushrooms just started – today I managed to find only 1, so I froze it. Cloudy and cold Monday.
Kisses and love!”

With age, I become more and more sentimental and often I go back to the past. I look at old family photos. I read words written a long time ago, I cook meals from family recipes. I’m looking at the photo of my Mum that I found at the bottom of an old chest. I made this portrait a million years ago, during my studies at the Academy Of Fine Art. It’s an Avedon pastiche – my Mother sitting in a borrowed faux fur. It took us long hours and it was extremely hot not only because of this fur, but because of the spotlights. She was very patient, but at the end she was extremely tired and almost cooked herself! I tortured her to be honest with you! If she wasn’t my Mother, I couldn’t do it for sure!

Untitled Avedon Pastiche / Portrait of Mother // Pastisz Avedon’a Bez Tytułu / Portret Matki by Serafin 2000-2001

At some point she stopped posing and for a second she allowed herself to be herself. This is the real Mother “after Avedon”. It is also some kind of mirror for myself – artist-daughter photographs mother-sitter showing the burden of relationship and answering the question “Where are we from?”.

Marco Krauwinkel “Father With Partner” / “Ojciec Z Partnerem”, photo by Serafin 2019

This is Marco Krauwinkel’s „Father With Partner” painting (actually shown at the “BP Portrait Awards” in the National Portrait Gallery, London*). What a magnificent dialogue it is! “Dialogues” – I should say – between artist and sitters, between father and son, between three men, between them and the viewer! What intimacy, especially concerning the difficulty in portraying your own parent! This whole baggage of emotions, experiences, a range of complicated relationships (as always in any family) creates the shape of this very unique double portrait, which could be another type of artist’s mirror. This is coming back to roots and showing life as it is in its own honesty and glory. I feel moved by these two men. I feel moved by Krauwinkel causing strangers to become closer. In silence we look at each other.

I’m thinking about my Father. I have to make his portrait soon to try to freeze time before it is too late. I make apple pie from his recipe called “Apple pie for the lazy”, because it is totally effortless. This is one of the few items in his small, but great, culinary repertoire.

Dad! It is a real shame! You should cook more!

APPLE PIE FOR THE LAZY

1 glass semolina
½ glass wholegrain flour
½ glass of oat flour (if you don’t have it – grind oats in coffee grinder or in a blender)
¾ glass sugar
1 teaspoon baking soda
pinch of salt
200g butter (it has to be very cold)
500g apples

Prepare apples – you can peel them, but I prefer to have them with skin (I do not like any waste in my kitchen and apple skin is rich in vitamins and minerals). Take out cores (you can make vinegar from them), slice roughly.

Mix the rest of ingredients, except butter.

Cut half of the butter finely and lay it on the bottom of your baking dish. Put over half of the dry mixture. Line with apples. Cover with the rest of the dry ingredients. Place the second half of the finely sliced butter on the top.

Bake in 180°C preheated oven for about 50-60 minutes. Serve warm – the best way is to serve it with a dollop of sour cream, chopped almonds, some cinnamon and a delicious nasturtium flower!

This recipe is for 1 big round baking dish (23 cm) or 8 small individual ones.

* “BP PORTRAIT AWARD 2019″ EXHIBITION WILL TOUR TO THE SCOTTISH NATIONAL PORTRAIT GALLERY IN EDINBURGH (7 DEC 2019 – 22 MAR 2020) AND THE ULSTER MUSEUM, BELFAST (MAR – JUN 2020).




KRAUWINKEL, AVEDON, 2 OJCÓW, 1 MATKA, KORZENIE I SZARLOTKA DLA LENIWYCH

Długo nie potrafiłam gotować. Boląca dusza pozwalała tylko na przyjmowanie pokarmów i bycie żywioną przez innych. Przez długie miesiące, lata dwa prawie, przygotowywałam jedynie odżywcze przeciery czy wzbogacające ciało zupy. O kreatywnym gotowaniu, pisaniu, tworzeniu nie było mowy. Do kuchni już wróciłam, przyszło to tak naturalnie, że niespodziewanie. Do pisania wracam. Być może powoli, ale z pewnością rozważnie. Uważnie stawiam litery, nie chcąc nic stracić słowem pisanym.

Piszę od zawsze, najpierw nieco zmuszana, przyznaję. W letnie długie wieczory rodzic zmuszał mnie do pisania pamiętnika, a co kilka dni do wysłania Babci kartki pocztowej. Pod koniec wakacji obie czynności traktowałam pospiesznie i skupiałam się na telegraficznym wręcz skrócie, przekazując co najważniejsze.

„Kochana Babciu!
Dziś na śniadanie jadłam owsiankę. Na obiad były duszone maślaki z ziemniakami i zsiadłym mlekiem, a na kolację kanapki z dżemem z nazbieranych wiśni. Pogoda ładna. Widziałam 4 czaple i 2 sarenki.
Całuję i kocham!”
Tak z grubsza pisałam, interesując się jedzeniem, przyrodą i pogodą. Kilkadziesiąt lat później jest tak samo, moje zainteresowania nie zmieniły się ani ciut ciut! Dzisiaj mogłabym napisać:

„Kochana Babciu!
Na śniadanie zjadłam płatki owsiane z domowej roboty jogurtem i domowej roboty bezcukrowym dżemem morelowym z pieczonymi jabłkami ze spadów. 17 krów sąsiada pasie się na naszej łące, a 2 dzięcioły buszują na orzechu. Wysyp młodych maleńkich purchawek – zbieram i mrożę, by było więcej na przekąskę. Pochmurnie, chłodno.
Całuję gorąco!”

Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna i często wracam do przeszłości. Oglądam stare rodzinne zdjęcia, czytam słowa zapisane dawno dawno temu, gotuję potrawy z rodzinnych przepisów. Patrzę na znalezioną na dnie kufra fotografię, którą zrobiłam Mamie milion lat temu – pastisz Avedon’a. Siedziała godzinami w pożyczonym sztucznym futrze w świetle gorących lamp. Katowałam Ją – bądźmy szczerzy! Gdyby nie była moja Matką – nie mogłabym sobie na to pozwolić. Była już tak zmęczona, zziajana, ugotowana prawie, że w końcu przestała pozować i pozwoliła sobie przez ułamek sekundy być sobą. Ta fotografia jest tą prawdziwą Mamą, „po” czy też „za” Avedon’em. Jest też zwierciadłem mnie samej – artystka-córka fotografuje matkę-modela. Ciężar relacji i przedstawienie tego „skąd jesteśmy”.

Bardzo lubię obraz „Ojciec Z Partnerem” Marco Krauwinkel’a, który aktualnie znajduje się na wystawie „BP Portrait Award 2019” w National Portret Gallery w Londynie (do końca października, potem będzie można go zobaczyć w Edynburgu i Belfaście). Ten dialog dwóch mężczyzn z artystą! Z oglądającymi! Między nimi samymi! Ta intymność i trudność portretowania własnego rodzica! Cały bagaż emocji, doświadczeń, pajęczyna skomplikowanych relacji (jak zazwyczaj w każdej rodzinie) nadaje kształt portretowi i okazuje się, że jest w końcu jakąś formą opowieści o samym sobie. Powrót do korzeni i przedstawienie życia takim, jakie jest. Wzruszają mnie ci dwaj mężczyźni. Wzrusza mnie Krauwinkel, powodując, że nieznajomi stają się bliskimi – patrzymy na siebie. W ciszy.

Myślę o moim Tacie. O tym, że muszę Go sportretować, by choć na chwilę zatrzymać cenny czas. Robię szarlotkę wg Jego przepisu, która w rodzinie zawsze występuje pod nazwą „Szarlotka Dla Leniwych”. Jedna z niewielu pozycji Jego kulinarnego repertuaru. Szkoda, że tak skromnego, szkoda!

Tato, gotuj częściej!

SZARLOTKA DLA LENIWYCH

1 szklanka kaszy mannej
½ szklanki mąki razowej
½ szklanki mąki owsianej (jeśli jej nie masz – zmiel płatki owsiane w młynku do kawy lub blenderze)
¾ szklanki cukru
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
200 g masła (bardzo zimnego!)
500 g jabłek

Przygotuj jabłka – ja ich nawet nie obieram, by niczego nie marnować i skorzystać z witamin i minerałów, jakie zawierają, tylko pozbywam się ogryzków. Pokrój jak popadnie.

Wymieszaj pozostałe składniki, oprócz masła. Na tym podobno polega to „dla leniwych”, że nic nie trzeba zagniatać!

Wyłóż foremkę do pieczenia (używam albo okrągłej o średnicy 23 cm albo 8 małych indywidualnych) cienko pokrojoną połową masła. Posyp połową suchej mieszanki. Wyłóż jabłka. Na nie pozostała sucha mikstura. I na wierzch znowu cienko pokrojone masło.

Włóż do piekarnika rozgrzanego do 180°C i piecz około 50-60 minut. Podawaj ciepłą, najlepiej z odrobiną kwaśnej śmietany, cynamonem, posiekanymi migdałami i przepysznym kwiatem nasturcji!

eng

Still about birthdays, apples and Lubo Stacho

above / powyżej: LUBO STACHO “SITUATION / SYTUACJA”, 1985


pl

Yesterday it was the 152nd birthday of Toulouse-Lautrec with a walnut/chestnut cake with lemon verbena mascarpone icing. For his 151st Bday it was a Tartouillat Apple Pie. I’ve just remembered it and I have written about it on my facebook page. And once more I had a quick look at Henri’s beautiful photo when he looked like a small girl. Yeah… time is flying. Today is grey. Wet. From my window I can see only colourful yellow leaves from a horse chestnut tree. Silence. Millions of thoughts in my head. Nostalgia. November always is like that. You could call it The Saddest Month Of A Year. But is time flying really sooooooo terribly upsetting? Perhaps. Sometimes.

Anyway, one year ago I made this great apple pie and when I think about apples I always (but I mean ALWAYS) think about one of the most important teachers I ever had in my life, the great man, friend and person – Lubo Stacho. I was very lucky to meet him years ago in Bratislava (Slovakia) during the Month of Photography. And after a few months I started to study in his photography class. It was my first experience meeting so many people from so many countries. It was like a brain storm that never stops. A beautiful time. And very important for my professional and personal life.

Lubo Stacho is a great photographer, very conceptual in my opinion, but with a strong touch of documentary photography, which is so specific and typical of Slovak and Czech photographers, that I suppose they are born with it in their blood.

Lubo Stacho’s apples are one of his subjects which returns constantly and stubbornly in his art. I could even create a simple formula here:

APPLES+ART=LUBO STACHO

lubo-stacho-manifest-casu-1976-84
Lubo Stacho – Manifest of Time / Manifest Czasu, 1976-84

I was born in 1976. I’m going to ask Lubo if he still has that apple from his Manifest of Time (the first photo above). I belive he could…

And because I know that he likes dialogues, here is my reply to him with many thanks and greetings. This is my private story about time and apples. Unusual totally black apples, which I found once in my basement. That year some untypical conditions allowed them to look like a coal. Unfortunately I’ve never been able to repeat it.

time-by-serafin-2011-2016
TIME – by Serafin 2011-2016

Google: TIME = “the indefinite continued progress of existence and events in the past, present, and future regarded as a whole”



NIEUSTAJĄCO O URODZINACH, JABŁKACH I LUBO STACHO

Wczoraj były 152. urodziny Henri Toulouse-Lautrec’a i tort orzechowo-kasztanowy z mascarpone i werbeną. Na 151. urodziny upiekłam szarlotkę Tartouillat, o której właśnie sobie przypomniałam i zaraz napisałam na facebookowej stronie. Szybko zerknęłam na nieustająco oczarowującą mnie fotkę małego Henryka w uroczej sukience. Tak … czas płynie. Leci. Z…a. Tak szaro dzisiaj. Jedynie kasztan żółknie na moich oczach, dodając koloru temu mokremu i zimnemu światu wokół. Cisza. Milion myśli kłębiących się w głowie. Nostalgia. Listopad. Zawsze taki. Nigdy inny. Najsmutniejszy Miesiąc Roku. Ale czy aby na pewno, czy aby naprawdę ten upływ czasu był tak przerażający, dołujący, przygnębiający? Być może. Czasami na pewno nawet.

W każdym razie rok temu zrobiłam szarlotkę dla Henryka urodzinową. A jak szarlotka to jabłka. A ja akurat tak mam, że zawsze (ZAWSZE) myśląc o jabłkach, myślę o jednym z moich najwspanialszych nauczycieli, jakich miałam, myślę o Lubo Stacho – cudownym człowieku, świetnym fotografie i wykładowcy, mądrym człowieku. Miałam szczęście poznać Go wiele lat temu podczas Miesiąca Fotografii w Bratysławie, a po kilku miesiącach wylądowałam w Jego pracowni. To było moje pierwsze doświadczenie pracy i nauki z ludźmi z tylu różnych krajów. Nieustająca burza mózgów. Piękny czas, tak ważny dla mego profesjonalnego życia i prywatnego.

Lubo Stacho jest dla mnie osobiście fotografem konceptualnym. Ale z bardzo silną i wyraźną, a tak typową dla słowackich i czeskich fotografów (którzy się z nią chyba urodzili) nutą fotografii dokumentalnej. Fantastyczne połączenie tak odległych światów. I w Jego sztuce tematem, który powraca nieustająco są między innymi jabłka. Mogłabym nawet stworzyć matematyczny wzór: JABŁKA+SZTUKA=LUBO STACHO.

Urodziłam się w 1976 roku. W tymże roku Lubo Stacho zrobił pierwsze zdjęcie (patrz: drugi dyptyk u góry) do swego Manifestu Czasu. Wierzę, że ma To jabłko do dzisiaj. Spytam.

A ponieważ Lubo ceni sobie dialog, chciałabym dać mu swoją odpowiedź. Swoją prywatną opowieść o czasie i o jabłkach. Ba! Nietypowych, bo czarnych! Był to jedyny raz w mym życiu, kiedy natknęłam się na czarne jak węgiel jabłka. Widać temperatura i wilgotność mojej piwnicy plus jakaś bakteria lub bakterie stworzyły warunki idealne do zaistnienia Czarnego Jabłka Doskonałego. Niestety nigdy nie udało mi się tego powtórzyć.

eng

 

About promised Toulouse-Lautrec birthday apple pie

above / powyżej: APPLE  TARTOUILLAT / SZARLOTKA TARTOUILLAT by Cuisine And Art


pl

Yes! I promised this recipe more then one month ago (here), constantly writing “tomorrow“. Not nice at all, but … finally here it is – the apple pie recipe by Himself! With great honour I would like to present to you the Apple Tartouillat!

www-DSC_8638

APPLE  TARTOUILLAT

by Toulouse-Lautrec et Maurice Joyant
from the book “The Art of Cuisine”

This dish is extremely delicate to make because cooks always tend to put in too many apples and too much pastry: this dish resembles neither a turnover nor a apple tart.

Have two flame-proof pie dishes in wrought iron whose sides are not fluted, one dish larger than the other.

In the smaller dish put first of all a very thick layer of butter and, above it, a very thick layer of granulated sugar. Then add a layer of cider apples cut in very thin slices and packed tight in one thickness. It would be better, so as not to have any chinks, to make squares and lozenge shapes to fill the bottom of the dish entirely and a light layer of butter. On the dish thus prepared, lay a very thin layer, like a leaf of paper, of tart pastry, taking great care not to make any rim on the pastry.

Put the dish in the oven, placed on two bricks, until it begins to caramelize. When it is all almost completely cooked, turn it out into the larger dish, spread with butter and sugar, and put it back in the oven, in such a way that pastry comes underneath.

Finish the cooking so that the whole is caramelized. Serve in the boiling hot dish, cutting the tartouillat into squares. All the sugar, apples and pastry should be mingled one with the other to form a sort of soft caramel with apples.

That’s ALL! No quantities, no ingredients, nothing! Just the small note from the editor:

Bake in 450° oven on wire rack.” Which means about 230 °C.

OK, I made this unusual apple pie for Henri’s birthday, that’s why I wanted to show you the Original Recipe for this great and so easy dessert. First of all a few confessions of mine:

  1. I didn’t use cider apples, because I didn’t have them. I used apples which I found on a walk.
  2. I don’t have “two flame-proof pie dishes in wrought iron whose sides are not fluted“, so I used one ceramic dish to bake in and one plate to serve it.
  3. I didn’t cut tartouillat into squares, because of the shape of my dish. I was very happy with my triangle cutting style!

Also I found in the book what “tart pastry” means to Henri and Maurice. The recipe was hidden one page before, not like we do in modern cookbooks. It was just a tiny phrase just casually added between one character and another:

(…) prepare the pastry the night before with wheaten flour (…) in the proportions of a third of butter to two thirds of flour; add sufficient water and salt.

Beautiful way of writing recipes and sharing passion for cooking, isn’t it?

P.S. Of course I didn’t make the pastry the night before, but just one hour before putting into the oven.



O OBIECANEJ URODZINOWEJ SZARLOTCE TOULOUSE-LAUTREC’A

Owszem, obiecałam ponad miesiąc już temu przepis na urodzinową szarlotkę Henryka tutaj, ale … Zawsze jest jakieś ale… Wszystkiego jednak można się doczekać, przepisu również! Z wielką, olbrzymią wręcz przyjemnością pragnę przedstawić oryginalny przepis z książki „The Art of Cuisine:

SZARLOTKA TARTOULLAT
(przepis Toulouse’a Lautrec’a i Maurice Joyant’a w bardzo dowolnym tłumaczeniu własnym)

„Danie to jest wyjątkowo delikatne do zrobienia. Kucharz zawsze stara się dodać zbyt dużo jabłek i zbyt dużo ciasta (…)

Przygotuj dwa żeliwne naczynia żaroodporne o niekarbowanych brzegach, jedno większe od drugiego.

Mniejsze naczynie dobrze wysmaruj grubą warstwą masła i posyp porządnie cukrem. Wrzuć na to warstwę kwaśnych cydrowych jabłek, pokrojonych w bardzo cienkie kawałki i ubij ją mocno dłonią, by była zwarta i miała jednakową grubość. Najlepiej byłoby, by nie było żadnych szpar ani dziur, same jabłka, masło i cukier. Na tak przygotowane danie połóż cienką jak papier warstwę “ciasta na tartę”, uważając na to, by nie zrobić żadnego brzeżku czy rondka (ciasto ma być płaską warstwą, przykrywającą dokładnie owoce).

Wstaw naczynie do piekarnika, ustawiając je na dwóch cegłach i poczekaj aż zacznie się karmelizować. Gdy będzie już prawie gotowe odwróć je do góry nogami do drugiego, większego naczynia, posyp masłem, cukrem i wstaw ponownie do piekarnika. W ten sposób będziesz już mieć warstwę samego ciasta jako spód tegoż. Dokończ pieczenie w momencie, gdy wszystko ładnie się skarmelizuje. Podawaj gorące, krojąc w kwadraty (…).”

To wszystko! Bez podanych ilości, dokładnych składników, bez niczego więcej! W notatce od wydawcy można jedynie przeczytać “Piec w 450° na drucianym stojaku”. Czyli w 230°C.

Upiekłam nietypową szarlotkę na urodziny Henryka tak, jak chciał z Przyjacielem w Oryginalnym Przepisie – fantastycznym i prostym. Ale muszę się przyznać:

1. Nie użyłam kwaśnych cydrowych jabłek, tylko takie, jakie znalazłam podczas spaceru (oprócz jabłek spacer wzbogacił mnie o trzy psy, z których żaden nie jest moim, choć wszystkie chyba bardzo by chciały).

2. Nie posiadając dwóch żeliwnych naczyń żaroodpornych, użyłam jednego ceramicznego oraz zwykłego talerza, dzięki któremu przewróciłam ciasto do góry nogami. Wtedy przesunęłam je z powrotem do ceramicznego naczynia, by w nim zakończyć proces pieczenia.

3. Nie pokroiłam mojej szarlotki w kwadraty ze względu na utrudniający to zadanie kształt naczynia, w którym była pieczona. Nie pogorszyło to jednak ani smaku ani estetyki dania.

Znalazłam również w książce Henryka i Maurice’a wytłumaczenie czym jest dla Nich “ciasto na tartę”. Przepis ukryty był na stronie wcześniejszej pod postacią zdania wrzuconego między innymi zdaniami (w tamtych czasach bardzo często nie podawano dokładnych składników czy metody przygotowania dania, pozostawiając to wyobraźni kucharza i jego doświadczeniu):

“(…) noc wcześniej przygotuj ciasto, używając pszennej mąki (…) w następujących proporcjach: jedna trzecia masła i dwie trzecie mąki; dodaj wystarczającej ilości wody i soli.”

Piękne prawda? Pasja gotowania i dzielenia się (w tak nietypowy dzisiaj sposób) przepisami w formie swobodnego opowiadania – artystyczna kreatywność!

P.S. Oczywiście nie zrobiłam ciasta wcześniejszej nocy, a jedynie godzinę przed wstawieniem całości do piekarnika. Nie miałam też dwóch cegieł. Prawdę mówiąc nie miałam ani jednej cegły. Drucianego stojaka również.

eng

 

Happy birthday Mr Toulouse-Lautrec!

above / powyżej: APPLE TARTOUILLAT / SZARLOTKA TARTOUILLAT by Cuisine And Art


pl

 

www-happy-bday-DSC_8603
Guibert-Henri-de-Toulouse-Lautrec
Maurice Guilbert, Henri Toulouse-Lautrec as Artist and Model / TL jako Artysta i Model, c. 1900

One hundred fifty one / 151 / 1 5 1 years ago in Albi (France) Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Montfa, known more simply as Henri Toulouse-Lautrec, was born.

One 01 / 0 1 / year ago this blog – Cuisine and Art –  was born to tribute not only Mr TL, but art in general and cuisine. Thank you very much for reading, visiting and supporting Cusine and Art! Thank you for eating my food!

Today we (Henri and I) have a party, so there is no time to write recipes, stories and spend such a lovely day sitting in front of the computer! Tomorrow I will write the recipe for this amazing B-day Apple Pie and I will write more about Albi. But now you have to forgive me – I have to go and celebrate! Let’s drink / eat / dance and have a fun! HAPPY B-DAY!!!



O URODZINACH 151. i 1.

151 lat temu we francuskim Albi urodził się Henri Marie Raymond de Toulouse-Lautrec-Montfa, zwany potocznie Henri Toulouse-Lautrec’iem.
150 lat później, czyli równo rok temu, nie tak daleko francuskiego Albi, ujrzał światło dzienne w wirtualnym świecie blog Cuisine and Art.

Dziękuję wszystkim za czytanie, wspieranie, za zainteresowanie sztuką, za wspólne gotowanie i jedzenie! Teraz jednak proszę o wybaczenie – dzisiaj urodzinowa fiesta! Ani minuty dłużej przed komputerem! Jutro … jutro przepis na Urodzinową Tartę Z Jabłkami i wizyta w Albi! Wszystkiego najlepszego!

eng