A table au Bazart! – a supper inspired by art

pl

Have you ever seen the movie “The Hundred Foot Journey” with the amazing Helen Mirren? Food, Southern France, charming Saint Antonin Noble Val! And do you know what? I’m going to cook there next Tue! How great is that?

Cuisine And Art with Bazart (www.facebook.com/Bazart Textile) have the pleasure to invite you for a supper inspired by art “À TABLE AU BAZART”!!!
12/09/2017 – 7 PM

A-table-au-BazArt-www
on the photo (by Serafin) Txomin Badiola “Double trouble”

———————————————————————-
MENU:

// Invisible Bloody Mary Inspired By Andy Warhol(also available Invisible Virgin Mary = with no alcohol)

// Improved Beans Tin Inspired By Eduardo Paolozzi With Pure Buckwheat Bread

// Sausage From Toulouse Meatballs Stew In Apple Juice, Inspired By Toulouse-Lautrec, With Polenta (vegetarian version available on request)

// Surprise Inspired By …

// Organic red and white wine
———————————————————————–
/Menu is gluten free//Organic vegetables
/Meat – Boucherie Vincent Paluzzano, Naucelle//Wine – organic/
———————————————————————–

P.S. And here you have the trailer for “The Hundred Foot Journey”:



À TABLE AU BAZART! – KOLACJA INSPIROWANA SZTUKĄ

Widzieliście kiedyś film z obłędną Helen Mirren „Podróż na sto stóp”? Jedzenie, południowa Francja, urocze Saint Antonin Noble Val. I wiecie co? W najbliższy wtorek będę miała przyjemność tam serwować kolację! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – tak się właśnie czuję!

Cuisine And Art razem z Bazart serdecznie zapraszają na kolację, inspirowaną sztuką „Do stołu w Bazart!”12/09/2017, godzina 19.00

MENU:

// Niewidzialna Bloody Mary, w wersji bez alkoholu Niewidzialna Maria Dziewica – inspiracja: Andy Warhol

// Puszka Ulepszonej Fasoli z Chlebem Gryczanym – inspiracja: Eduardo Paolozzi

// Pulpeciki Z Kiełbasy Z Tuluzy Z Polentą (wersja wegetariańska – na specjalne życzenie) – inspiracja: Henri Toulouse-Lautrec

// Niespodzianka inspirowana…

// Wino czerwone, białe – bio

———————————————————————————–

/ Menu bez glutenu // Warzywa bio

————————————————————————————
eng

Still about birthdays, apples and Lubo Stacho

pl

Yesterday it was the 152nd birthday of Toulouse-Lautrec with a walnut/chestnut cake with lemon verbena mascarpone icing. For his 151st Bday it was a Tartouillat Apple Pie. I’ve just remembered it and I have written about it on my facebook page. And once more I had a quick look at Henri’s beautiful photo when he looked like a small girl. Yeah… time is flying. Today is grey. Wet. From my window I can see only colourful yellow leaves from a horse chestnut tree. Silence. Millions of thoughts in my head. Nostalgia. November always is like that. You could call it The Saddest Month Of A Year. But is time flying really sooooooo terribly upsetting? Perhaps. Sometimes.

Anyway, one year ago I made this great apple pie and when I think about apples I always (but I mean ALWAYS) think about one of the most important teachers I ever had in my life, the great man, friend and person – Lubo Stacho. I was very lucky to meet him years ago in Bratislava (Slovakia) during the Month of Photography. And after a few months I started to study in his photography class. It was my first experience meeting so many people from so many countries. It was like a brain storm that never stops. A beautiful time. And very important for my professional and personal life.

Lubo Stacho is a great photographer, very conceptual in my opinion, but with a strong touch of documentary photography, which is so specific and typical of Slovak and Czech photographers, that I suppose they are born with it in their blood.

Lubo Stacho’s apples are one of his subjects which returns constantly and stubbornly in his art. I could even create a simple formula here:

APPLES+ART=LUBO STACHO

lubo-stacho-manifest-casu-1976-84
Lubo Stacho – Manifest of Time / Manifest Czasu, 1976-84
lubo-stacho-situacia-1985
Lubo Stacho – Situation / Sytuacja, 1985

I was born in 1976. I’m going to ask Lubo if he still has that apple from his Manifest of Time (the first photo above). I belive he could…

And because I know that he likes dialogues, here is my reply to him with many thanks and greetings. This is my private story about time and apples. Unusual totally black apples, which I found once in my basement. That year some untypical conditions allowed them to look like a coal. Unfortunately I’ve never been able to repeat it.

time-by-serafin-2011-2016
TIME – by Serafin 2011-2016

Google: TIME = “the indefinite continued progress of existence and events in the past, present, and future regarded as a whole”



NIEUSTAJĄCO O URODZINACH, JABŁKACH I LUBO STACHO

Wczoraj były 152. urodziny Henri Toulouse-Lautrec’a i tort orzechowo-kasztanowy z mascarpone i werbeną. Na 151. urodziny upiekłam szarlotkę Tartouillat, o której właśnie sobie przypomniałam i zaraz napisałam na facebookowej stronie. Szybko zerknęłam na nieustająco oczarowującą mnie fotkę małego Henryka w uroczej sukience. Tak … czas płynie. Leci. Z…a. Tak szaro dzisiaj. Jedynie kasztan żółknie na moich oczach, dodając koloru temu mokremu i zimnemu światu wokół. Cisza. Milion myśli kłębiących się w głowie. Nostalgia. Listopad. Zawsze taki. Nigdy inny. Najsmutniejszy Miesiąc Roku. Ale czy aby na pewno, czy aby naprawdę ten upływ czasu był tak przerażający, dołujący, przygnębiający? Być może. Czasami na pewno nawet.

W każdym razie rok temu zrobiłam szarlotkę dla Henryka urodzinową. A jak szarlotka to jabłka. A ja akurat tak mam, że zawsze (ZAWSZE) myśląc o jabłkach, myślę o jednym z moich najwspanialszych nauczycieli, jakich miałam, myślę o Lubo Stacho – cudownym człowieku, świetnym fotografie i wykładowcy, mądrym człowieku. Miałam szczęście poznać Go wiele lat temu podczas Miesiąca Fotografii w Bratysławie, a po kilku miesiącach wylądowałam w Jego pracowni. To było moje pierwsze doświadczenie pracy i nauki z ludźmi z tylu różnych krajów. Nieustająca burza mózgów. Piękny czas, tak ważny dla mego profesjonalnego życia i prywatnego.

Lubo Stacho jest dla mnie osobiście fotografem konceptualnym. Ale z bardzo silną i wyraźną, a tak typową dla słowackich i czeskich fotografów (którzy się z nią chyba urodzili) nutą fotografii dokumentalnej. Fantastyczne połączenie tak odległych światów. I w Jego sztuce tematem, który powraca nieustająco są między innymi jabłka. Mogłabym nawet stworzyć matematyczny wzór: JABŁKA+SZTUKA=LUBO STACHO.

Urodziłam się w 1976 roku. W tymże roku Lubo Stacho zrobiłam pierwsze zdjęcie (patrz: pierwszy dyptyk u góry) do swego Manifestu Czasu. Wierzę, że ma To jabłko do dzisiaj. Spytam.

A ponieważ Lubo ceni sobie dialog, chciałabym dać mu swoją odpowiedź. Swoją prywatną opowieść o czasie i o jabłach. Ba! Nietypowych, bo czarnych! Był to jedyny raz w mym życiu, kiedy natknęłam się na czarne jak węgiel jabłka. Widać temperatura i wilgotność mojej piwnicy plus jakaś bakteria lub bakterie stworzyły warunki idealne do zaistnia Czarnego Jabłka Doskonałego. Niestety nigdy nie udało mi się tego powtórzyć.

eng

About wildlife, Cuisine And Art

pl

GREY. Miserable day. Week. Month. Dyeing everything, including my hands, grey. With an absence of energy and fresh air. Being totally alone in the middle of nowhere, finally I opened my mind and invited in some creatures from the wilderness around. Beautiful deer jumped in. Fish slowly swam in. Giant squid approached majestically. Sheep and a cows just passed by chance. I tried to catch everything, some antlers, even some seeds. Infinite mind, full of wildlife – ready to begin again with a huge hunger for food and life!

ilustracja-www

untitled collage by Serafin 2015

O SZAREJNAGIEJJAMIE

SZARO. SZARY. SZARA. SZARANAGAJAMA. Szary dzień. Dzień za dniem. Tydzień w toku. Miesiąc. Farbuję wszystko, łącznie z rękoma, rękomamajuższarymi. W tęsknocie za energią, za świeżym powietrzem. Za. Będąc w oddali, gdzieś na końcu świata. Samotnie. Otworzyłam w końcu umysł, spraszając dziki świat. Piękny jeleń wskoczył. Ryby wpłynęły. Gigantyczne monstrum majestatycznie wślizgnęło się do samego środka głowy. Krowy, owce – całkowicie przypadkowo. Łapię wszystko – pojedyncze poroża, drobne ziarna, źdźbła, trawy. Zachłystuję się. W końcu z głową wypełnioną po brzegi gotowa i głodna na wszystko!

eng

About sleeping on the floor, luxury and New Year

pl

Being on a trip means sleeping in different houses, homes, flats, apartments and beds. This time however I’m sleeping almost on the floor. To be exact, on an inflatable mattress with holes, which I have to pump up every half hour or so. At the beginning of the night I try to do it, but after a few times I just sleep on an uninflatable mattress skin, under a mink duvet! And above my head, hanging on the wall, there is an original lithograph by Toulouse-Lautrec!!! What luxury!!!

HAPPY  NEW  YEAR  TO ALL OF YOU!!! ENOJOY EVERY MINUTE OF YOUR LIVES!!!

u-macka
Toulouse-Lautrec, lithograph, “La charette anglaise”


O SPANIU NA PODŁODZE, LUKSUSACH I NOWYM ROKU

Łóżko jedno, drugie, dziesiąte. Żadno moje. Mieszkanie piętnaste, dom trzeci. Nie moje. Spanie pod kocem, pod pierzyną lub bez. Na sienniku, ziarnku grochu, ogrmonym łożu lub dziurawym dmuchanym materacu, ale pod narzutą z norek i najprawdziwszym Toulouse-Lautrec’iem na ścianie (dzisiaj)! Zadziwiające różnorodności tego świata. Magiczne niekiedy sny. Orły nocne na środku skrzyżowań zaśnieżonych. Korytarze dworców i lotnisk. Kilometry połykane wręcz.

Dziękuje wszystkim moim gospodarzom za tak ciepłe przyjęcia mojej osoby, za karmienie mnie i pojenie! Szczęśliwego Nowego Roku!

eng

About happiness and wishes

PF2015-www
pl

This is a real story, it happened to me few weeks ago. I was there, I saw her and I heard her. She gave me a great moment of happiness and I hope she will enjoy her Christmas and New Year! All the best to all of you! Enjoy every minute of your life! Calm down and observe the world! Don’t rush! Breathe!



O BYCIU SZCZĘŚLIWYM I ŻYCZENIACH

Oto prawdziwa historia, która przytrafiła mi się kilka tygodni temu na jednym z lotnisk Królowej.

Zgodnie z własną tradycją, raz do roku udaję się do jednego z fast food’ów (tym razem do przybytku Króla), by cierpieć i upewnić się, że nieustająco nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. A lotnisko to świetne wręcz miejsce do wszelkich wybryków natury człowieczej. To miejsce idealne, wycinające z kontekstu żywoty przylatujących i odlatujących, którzy nagle przestają mieć wpływ na cokolwiek. Są najzwyczajniej uziemieni.

Usiadłam na krzesełku prawie barowym i wbiłam zęby w krwawe mięsiwo, lub coś co mięsiwo przypominało. Obserwowałam ludzi, udających się z lewa na prawo i z prawa na lewo, siedzących, stojących, kupujących, dzwoniących, piszących, jedzących i robiących te wszystkie inne rzeczy, które na lotniskach się robi. Zawsze zastanawiam się dokąd oni zmierzają. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie, w me myśli wtargnął śpiew. „Don’t worry, I’m happy” – usłyszałam. Damski głos zmienił tekst z piosenki, gdzie nakaz „Nie martw się, bądź szczęśliwy”, został zastąpiony prostym stwierdzeniem „Nie martw się, jestem szczęśliwa”. Dama o srebrnych włosach nuciła radośnie, sprzątając stoliki, usuwając resztki zimnych tłustych frytek i wycierając kałuże słabej lurowatej kawy. W szarym garniturku poprawiała papierowe korony, kuszące dziatki do przybycia właśnie tutaj. Po jej akcencie poznałam, że pochodzi z południowej krainy. Z krainy słońca, plaż i błękitu nieba. I swoją radością życia zaraziła mnie od razu! Wizyta w fast food’owym przybytku przeobraziła się w magiczne, mistyczne prawie, przeżycie. Bo przecież nie chodzi o to, co robimy, czym się zajmujemy, ale o to czy jesteśmy szczęśliwi, czy to daje nam frajdę.

Najlepszości w Nowym Roku! Uważności! Zatrzymania się, choćby na chwilę, i głębokiego oddechu! Słońca i radości życzę!

eng

About pixies, squirrels, goldfish and other guests in Toulouse-Lautrec Birthday party

pl

Once upon a time small baby Henri grow up. He just turned up 150 years. As a good neighbour (in this role – Me) I decided to organize his B-day party. Red Haired Lady J. was agree to celebrate it in her amazing and full of mysteries place called La Menuiserie, which means no more no less that The Carpentry. It couldn’t be better place for Henri and his guests! It couldn’t be better place to eat some squirrels, to drink with a goldfish and to sit next to 5 pixies!

MENU
Soup for five pixies
Squirrel with almond
Poison-arsenic
Fresh water with goldfish

bday-menu-en-pl

Fri 28th Nov 2014, 20.30 pm, La Menuiserie, 14 rue du 11 Novembre, 12000 Rodez (F)



O KRASNOLUDKACH, WIEWIÓRKACH, ZŁOTEJ RYBCE I INNYCH GOŚCIACH

Mały Henryk rósł, rósł, aż urósł. Właśnie skończył 150 lat i ja, jako dobra sąsiadka, postanowiłam urządzić Urodzinową Balangę. Czerwonowłosa Lady J. uprzejnie zgodziła się na świętowanie w jej Starej Stolarni (La Menuiserie). Nie mogłoby być lepszego miejsca na całym globie, by uczcić Henrykowe 150 lat! By skonsumować kilka wiewiórek, napić się wody ze złotą rybką czy zasiąść w towarzystwie 5. krasnali!

MENU

Zupa dla 5. krasnali
Wiewiórka w migdałach
Trucizna-arszenik
Woda ze ze złotą rybką

eng

Happy birthday Mr Toulouse-Lautrec!

happy-bday-big-photo-podpis

pl

This is the story about 2 artists, 2 passions, 2 birthdays, 150 years and 6 kilometers apart:

Artist #2 – Me

Passion #1 – Art

Passion #2 – Food

Birthday #1- 24th November 1864 – TL’s B-day

Birthday #2 – 24th November 2014 – this blog’s B-day

150 years – from 24th Nov 1864 till today

6 km – from Château du Bosc to my house


STO LAT PANIE TOULOUSE-LAUTREC’u!

Oto historia o 2. artystach, 2. pasjach, 2. urodzinach, 150. latach i 6. km pomiędzy:

Artysta #1 – Toulouse-Lautrec

Artysta #2 – ja

Pasja #1 – Sztuka

Pasja #2 – Gotowanie

Urodziny #1- 24 listopad 1864 – narodziny maleńkiego Henryczka

Urodziny #2 – 24 listopad 2014 – narodziny tegoż bloga

150 lat – od 24. listopada 1864 do dzisiaj 6 km – od Château du Bosc do mojego domostwa

eng