About Paweł Błęcki, zero waste crumble and recipe for Happy November

pl

A beautiful and happy November? Yes, of course! Miserable outside. Drizzly. An overwhelming grey. It’s a great idea, no, not an idea, but a must (if you don’t want to be cold) to light the woodstove. Later, when it is roaring hot , it’s almost obligatory to cook something on it, not wanting to waste this hot opportunity. First I put the kettle on to prepare tea. There is no way to do anything without the tea! (No way of doing something without a cup of tea!). I put the Cuban music on and I decide to go to my freezer to explore its mysterious depths. It’s almost empty now, but normally after almost every walk I add something foraged to it. Apples – sliced, but with skin, the last pear found under the neighbour’s tree – sliced, with skin – both will end up in a cake or on a tart. Two young puffball mushrooms* the size of a hazelnut – when there will be more, I will fry them in olive oil, just adding garlic and parsley. A handful of collected sorrel. Parasol mushrooms. Sliced porcinis.

My freezer is my treasury. I try to grow and to collect as much as possible. I do not waste anything, never. This is the way I was taught by my mum and my grandma, although now it is called fashionably “ZERO WASTE”. Whatever. At the end of the day it is not important what something is called but how it works. All this made me create a new category in my Cuisine And Art blog – ZERO WASTE – the category with recipes, in which I use leftovers, remains, things that would normally not end up on a plate.

Paweł-Błęcki-Tymczasowe-zagęszczenie-materii
Paweł Błęcki “Temporary density of matter” / “Tymczasowe zagęszczenie materii” from/z: Magazyn RTV

Paweł Błęcki, Polish artist, started his project „Temporary density of matter” in 2017 as an “open project” which means that the artist could work on it until the end of his artistic life. It is the right decision, because for sure he won’t be lacking objects to find. With the help of which, he raises questions about very important matters – that we possess too much, that we waste and that we make endless amount of garbage (I wrote about it, here). He tells about the plastic sea and about beaches, where he finds the ingredients for his art. He is honest as the day is long and he doesn’t beat about the bush. He shoots straight from the hip. He is stunning, surely shocking for many and surprising (such beautiful compositions made of waste, such amazing gems created of rubbish!). “Objects and their remains” is how Błęcki calls it. The art, not waste.

 

pawel_blecki_tymczasowe_zageszczenie_materii_05
Paweł Błęcki “Temporary density of matter” / “Tymczasowe zagęszczenie materii” from www.pawelblecki.com
HAVE-NOTHING-photo-by-Serafin-2019
“HAVE NOTHING IN YOUR HOUSE THAT YOU DO NOT KNOW TO BE USEFUL OR BELIEVE TO BE BEAUTIFUL” – William Morris, photo by Serafin 2019

Coming back to my freezer – I found in its frozen chasms a handful of pears, apples and bananas (yes, I do a banana cake, also using frozen bananas). In a small box next to the fruit there is some weird lumpy thing. It is the remains of a crumble! What great leftovers I have found! This is a great pleasure, clearance of the freezer.

I put my frozen fruit in the baking dish and I add a tablespoon of grated quince with honey which I found at the bottom of the fridge. I put everything into a preheated oven, at 180°C, for 15 min. Afterwards I sprinkle it with the crumble, which I made using only chestnut flour (I make my own chestnut flour every autumn, but you can use normal flour or ground oats). This crumble doesn’t contain any sugar, because I prefer to add some honey when served, but you can add sugar if you prefer. Another 15 min in the oven is needed. Then, it’s ready to be served warm with a dollop of cream or yogurt. This time I added a pinch of grated tonka beans, petals of the last pot marigold flower (Calendula Officinalis) from the garden and just a few tiny leaves of mint – crème de la crème.

ZERO-WASTE-CRUMBLE-by-Cuisine-And-Art-2019

RECIPE FOR HAPPY NOVEMBER
rain (preferably lasting several days)
cold
damp
Cuban music
hot cup of good tea
leftovers

Mix. Serve without any moderation. Enjoy!

P.S. If you don’t have a woodstove don’t worry! An oven will do the job, you will need to add only a candle or two (or more) 

*Only very young puffballs can be eaten – they are small, firm and white inside. If you will find puffballs that are not firm and/or not completely white – do NOT eat them!



PAWEŁ BŁĘCKI, OWOCOWA KRUSZONKA  ZERO WASTE I PRZEPIS NA SZCZĘŚLIWY LISTOPAD

Piękny i szczęśliwy listopad? Oczywiście! Za oknem plucha. Zimno. Mżyście. Wszechogarniając szarówka. Doskonały powód (ba! mus wręcz, gdy nie chce się zamarznąć) do rozpalenia w piecu. A kiedy w piecu już się pali – nie można marnować tej cudownej możliwości – trzeba gotować! Na placie stawiam najpierw czajnik, bo bez kubka dobrej aromatycznej herbaty (z mlekiem, „po angielsku”) nie da się nic zrobić! Włączam kubańską muzykę i idę zmierzyć się z coraz bardziej pustym zamrażalnikiem, do którego prawie po każdym spacerze coś dorzucam. A to jabłka – pokrojone, ale ze skórkami. Ostatnią gruszkę, znalezioną pod drzewem u sąsiadów – też już pokrojoną, by potem po prostu wrzucić do ciasta, władować na tartę etc. Dwie młode purchawki* wielkości orzechów laskowych (gdy nazbiera się więcej – usmażę je bez rozmrażania, ot wrzucę na gorącą patelnię z odrobiną oliwy z oliwek, dodam czosnek i pietruszkę. Garść zebranego szczawiu. Pokrojone prawdziwki. Kanie.

Mój zamrażalnik to mój skarbiec. Staram się jak najwięcej rzeczy hodować lub zbierać. Nigdy nic nie może się zmarnować. Tak zostałam nauczona przez Mamę i Babcię, choć teraz nazywa się to „ZERO WASTE” i stało się pewnego rodzaju modą wśród młodych ludzi. Niech będzie i tak. W końcu i tak nie ma znaczenia jak się coś nazywa. Znaczenie ma jak działa. Wszystko to sprawiło, że utworzyłam tutaj na blogu nową kategorię – ZERO WASTE, czyli kategorię z przepisami, w których używam popularnie zwane „resztki”, które zazwyczaj nie lądują na talerzu. (O niemarnowaniu pisałam wcześniej tutaj.)

 

Paweł Błęcki rozpoczął „Tymczasowe zagęszczenie materii” w 2017 jako projekt „otwarty”, czyli taki, którym być może będzie się jako artysta zajmował do końca życia. Słuszna to decyzja, bo z całą pewnością (i smutkiem) nie zabraknie Błęckiemu przedmiotów, które znajduje i za pomocą których opowiada o bardzo ważnych sprawach – o tym, że posiadamy zbyt wiele, że marnujemy i że wytwarzamy nieskończoną ilość śmieci. Opowiada o morzach pełnych plastiku, o plażach, na których znajduje ingrediencje swej sztuki. Paweł nie bawi się w delikatne przekazywanie informacji, wali prosto z mostu. Jest oszałamiający, szokujący z pewnością dla wielu i zaskakujący (jakież to piękne kompozycje można układać ze śmieci, jakież śmieciowe cudeńka znajdować!). „Przedmioty i ich pozostałości” – jak o nich mówi Artysta. Sztuka zamiast marnowania.

pawel_blecki_tymczasowe_zageszczenie_materii_02
Paweł Błęcki “Temporary density of matter” / “Tymczasowe zagęszczenie materii” from www.pawelblecki.com

 

Powracając do mego zamrażalnika – odnajduję w jego mroźnych czeluściach, w jego lodowych otchłaniach garść pokrojonych gruszek, jabłek i bananów (tak, robię ciasto bananowe również z mrożonymi bananami). W pudełeczku obok zamrożonych kilka łyżek kruszonki. Cóż to za resztki! Cóż to za przyjemność czyszczenia (zamrażalnika)!

Układam owoce w żaroodpornych naczynkach, dodając resztkę startej pigwy z miodem. Wkładam do rozgrzanego do 180 stopni C piekarnika na kwadrans. Posypuję kruszonką (moja jest z mąki kasztanowej, którą robię od kilku lat jesienią, i masła, ale można użyć zwykłej mąki, zmielonych płatków owsianych etc). Wkładam całość na kolejny kwadrans do piekarnika. Podaję z odrobiną śmietany lub jogurtu i z miodem (nie słodzę samej kruszonki, dodaję jedynie szczyptę soli). Tym razem dodałam odrobinę startego ziarna tonki, płatki ostatniego nagietka i aromatyczną miętę z ogrodu – crème de la crème.

PRZEPIS NA SZCZĘŚLIWY LISTOPAD
deszcz (najlepiej trwający kilka dni)
chłód
kubańska muzyka
gorąca aromatyczna herbata
resztki

Wymieszaj. Podawaj bez żadnych ograniczeń. Rozkoszuj się!

P.S. Dla tych bez pieca koniecznością jest piekarnik lub prodiż i minimum 1 świeczka!

*Purchawki można jeść kiedy są młode, czyli maleńkie, bardzo jędrne i bielusieńkie w środku. Inne, czyli starsze, mogą zaszkodzić.

eng

About Sasnal, forest, parasol mushrooms and dry stale bread

pl

For the last two years I have planted some walnut and oak trees. I buried a few walnuts and acorns in the back garden and now I stare at them with a big smile – 6 tiny trees which hopefully one day will be great big ones. What a beautiful green nursery!

Wilhelm Sasnal LAS 2002
Wilhelm Sasnal “FOREST” / “LAS” 2002; from/z: https://archiwum-obieg.u-jazdowski.pl/wydarzenie/2295

Wilhelm Sasnal, Polish artist (1972) painted his “Forest” in 2002. Powerful vivid  green space seems to be huge, massive, all surrounding. But it’s not. It’s quite a tiny forest – 45cm by 45cm only! To create such a powerful image on just 2025cm² is a magic trick or perhaps a very personal, intimate image of the artist’s own world?

I cannot imagine my life without a forest nearby. Forest was everywhere. Always. As was the sea. First it was coniferous forest. Later deciduous forest. Afterwards there was a gap – no forest at all for a couple of months, which seemed like forever (luckily at least the sea was a few hundred metres away). For the lack of it I couldn’t stay there any longer and I moved to a place with a eucalyptus forest, where every October and November I was collecting parasol mushrooms in almost wholesale quantities. It seemed that the Catalan tribe don’t like them at all, even though they are (Catalans not the mushrooms!) a foraging nation. Better for me, I thought! I never, and I mean NEVER, had so many parasols! I started to dry them and to freeze them, because I couldn’t eat them any more for every breakfast, lunch and supper! At the same time I was collecting slippery jack mushrooms amongst the palm trees next to the beach. Of course every Catalan passing by warned me of the probable deadly danger of eating these small slimy beauties, which I have eaten a lot throughout my life.

Forest is a scent for me. It is space. Silence. And last, but not least, foraging! Billberries, blackberries, raspberries, lingonberries, cranberries and mushrooms. But most of all mushrooms! I’m always looking for them. Everywhere. Since last year I’ve been looking for them also in winter. Yes, in winter! But on the … trees!!! You can imagine how difficult it was to switch to looking for mushrooms above ground level! It was January, Gdynia, on the Polish coast, where Filip Malinowski from the Healthy Life Foundation organized and led a workshop on foraging for wild winter mushrooms. It was great fun and a delicious feast after freezing work – stewed mushrooms on the campfire with a small side salad from wild plants Filip had found (he also organizes wild plant foraging workshops, you can check it on the fb profile @fundacjazdrowegozycia and/or write to him in English!).

WILD-WINTER-MUSHROOMS-by-Cuisine-And-Art-2019
Wild winter mushrooms – with many thanks to Filip Malinowski and @fundacjazdrowegozycia / Zimowe grzybów zbieranie – z podziękowaniami dla Filipa oraz Fundacji Zrowego Życia

The smell of Scots pine trees. The smell of hot summer in Tuchola Forest in northern Poland. The aroma of eucalyptus and pine trees of southern Europe. The scent of wet decomposing leaves in the Tri-City forests (Tri-City is a metropolitan area in Poland consisting of three cities in the Pomerania region: Gdańsk – my hometown, Gdynia and Sopot). I close my eyes – I can see and feel every tree. I wander along known paths. I discover new ones.

From the young parasol mushrooms found today along the road I make a small starter in the style of Spanish “tapas”. Because nothing is wasted in my kitchen – I serve them on toasted stale bread (Even bread dry like a bone after baking in a toaster becomes not only edible but also delicious!). It’s great that the parsley has sprouted a few new leaves – they will be perfect for my wild appetizer!

2010-11-06-About-Sasnal-forest-parasol-mushrooms-and-dry-stale-bread-by-Cuisine-And-Art

FRIED PARASOL MUSHROOMS ON TOASTED STALE BREAD WITH GARLIC AND PARSLEY

– 2 young parasol mushrooms
– 1 clove garlic
– salt
– black pepper
– 2 slices of old, dry, stale bread
– olive oil for frying

Heat the frying pan, add a splash of olive oil and sliced parasol mushrooms. Wait until they will start to be beautifully brown, almost golden. Add crushed garlic, salt and pepper. Put the bread into a toaster. Wait for mushrooms to be fried and golden. Add some chopped parsley. Serve on warm toasted bread.



O LESIE, KANIACH I STARYM SUCHYM CHLEBIE

Zasadziłam dwa lata temu i w roku ubiegłym orzechy włoskie i dęby. Wsadziłam do ziemi kilka orzechów i żołędzi, a teraz z ogromną przyjemnością patrzę na 6 orzechowych drzewek i 2 maleńkie dąbki. Radosne zielone przedszkole!

Soczyście zielony las Sasnala wbrew pozorom jest niewielkim laskiem. Namalowany w 2002 roku ma zaledwie 45cm na 45cm. Drobnych 2025 centymetrów kwadratowych będących siłą, będących potęgą, będących wszystkim! Magiczna sztuczka czy po prostu bardzo prywatny, osobisty, intymny świat artysty?

Nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić życia bez lasu w pobliżu. Las był wszędzie. Zawsze. Jak morze. Najpierw iglasty. Potem liściasty. Potem nastąpiła przerwa trwająca kilka miesięcy, wydających się jednak wiecznością, kiedy to lasu nie było (morze a i owszem). Z braku tegoż miejsce szybko zmieniłam na las eukaliptusowy, w którym każdego października i listopada zbierałam kanie, których nikt z katalońskich tubylców nie tykał, choć to naród zbieraczy. Nigdy w życiu tylu kani nie miałam! Nigdy! Zaczęłam je suszyć i mrozić, bo nie byłam już w stanie ich jeść na śniadania, obiady i kolacje. Wśród palm i pinii zbierałam również maślaki, przed którymi miejscowi próbowali mnie chronić, głośno krzycząc, że się z całą pewnością otruję!

Las to dla mnie zapach. To przestrzeń. Wyciszenie. I zbieractwo. Jagody, maliny, jeżyny, borówki, żurawiny i grzyby. Przede wszystkim grzyby! Zawsze ich szukam. Wszędzie. A od ubiegłego roku szukam ich również zimą … drzewach! Tak, trudno się było przestawić na poszukiwanie „na górze”, ale Filip Malinowski, prowadzący warsztaty w Gdyni-Orłowie, przekonał mnie i do tego. Było genialnie! Było zimno i przepysznie, kiedy dusiliśmy je na patelni na ognisku. Polecam! Poczekajcie do zimy, obserwujcie na fb profil Fundacji Zdrowego Życia (@fundacjazdrowegozycia) i już – na grzyby do Gdyni albo do Torunia, bo tam Filip również robi warsztaty. Zresztą nie tylko ze zbierania grzybów, ale i jadalnych dzikich roślin.

Zapach sosen. Upalnego lata w Borach Tucholskich. Aromat eukaliptusów i pinii południowej Europy. Mokre liście zaczynające się rozkładać w lasach trójmiejskich. Zamykam oczy i widzę, czuję każde drzewo. Wędruję znanymi ścieżkami. Odkrywam nowe. A z młodych kani, znalezionych dziś przy drodze, robię niewielka przystawkę w stylu hiszpańskich „tapas”. A ponieważ w mojej kuchni nic się nie marnuje – podaję je na opieczonym czerstwym chlebie (nawet bardzo suche pieczywo po opieczeniu w tosterze staje się nie tylko zjadliwe, ale i przepyszne!). Dobrze, że pietruszka wypuściła kilka liści – nada się w sam raz do kani!

SMAŻONE KANIE Z PIETRUSZKĄ I CZOSNKIEM NA OPIEKANYM CZERSTWYM PIECZYWIE

– 2 młode kanie
– 1 ząbek czosnku
– sól
– pieprz
– pietruszka
– 2 kromki czerstwego, suchego pieczywa
– oliwa z oliwek do smażenia

Rozgrzej patelnię, wlej trochę oliwy z oliwek. Wrzuć pokrojone w paski kanie. Podsmaż aż zaczną się rumienić. Dodaj rozgnieciony w prasce czosnek, sól, pieprz. W międzyczasie wrzuć pieczywo do tostera. Do zarumienionych usmażonych grzybów dodaj pietruszkę. Podawaj na gorącym opieczonym chlebie.

eng

About Massimiliano Pironti, two grandmas, cold hands and roasted tomato soup

pl

Passionately I read my grandmother’s recipe notebook. Every time I do this with great love, sentimentality and never changing interest, because always I discover something new. Today, for example, I have found recipes by my two great grandmothers there! So I continue studying stained pages, I smell old paper and it’s reminding me of my grandma’s modest kitchen, where she kept plastic and paper bags (separately) in a drawer to use them again and where she kept a special plate for breadcrumbs. She used to cut old bread crusts into tiny pieces, mixed with breadcrumbs and give it to turtledoves, which visited her every day at the same time (wood pigeons weren’t welcome). She cooked just a few very simple dishes without any imagination or ambition, however in her recipe notebook there are recipes for meringues, soufflés and even macaroons! It seems that my grandma was fascinated by different cultural cuisines, by recipes in themselves, but her repertoire wasn’t the best one, not so interesting and the worst thing – it was repeated, repeated and repeated.

In London’s National Portrait Gallery there is now (until 20th October this year*) the exhibition “BP Portrait Award 2019” where, among many great paintings, there is a portrait of 95 year old Italian lady Vincenza, painted by her grandson Massimiliano Pironti. Vincenza is sitting in her kitchen, warming her hands on red hot-water bottle – “Quo vadis?”.

QUO VADIS by Massimiliano Pironti
QUO VADIS by Massimiliano Pironti from www.massimilianopironti.com

I’m sitting with my always cold hands (after my grandma), thinking about kitchens where some rituals repeat irrespective of its location. I’m thinking what my Grandma used to prepare – the best yeast cake (always dense in the middle instead of being fluffy), a goulash stewed in a pot with broken handles, so she used to burn her hands. I’m thinking about Vincenza and sunny Italy, not having a clue what she cooks, or what she prepares when Massimiliano visits her. I’m thinking about what soothes souls and what gives warmth to bodies, especially in Southern Europe. Suddenly I know!  – Tomatoes warmed by the sun! Roasted tomatoes and soup made from them! I imagine Vincenza eating it and warming her hands with the hot bowl (the same as my Grandma would do, and me too).

Does Vincenza like tomato soup?

Does she make tomato soup?

Is it from her own tomatoes?

Does she have a garden?

I don’t know. Unfortunately I don’t know Vincenza. I only know her from the painting and the short video “Portrait Of An Artist (The stories of the artists who won the BP Portrait Award and their sitters)” made by BBC Reel

Portrait-Of-An-Artist-by-BBC-2019-Massimiliano-Pironti-and-Vincenza
source: https://www.bbc.com/reel/playlist/portrait-of-an-artist?fbclid=IwAR14MV84EAZn88xxAVMCB_tRlyIg1kqlBxRD7y7hTXNAQd2MvGyYA-5QcY0

Cordiali saluti cara Vincenza! Cordiali saluti!

Roasted-Tomato-Soup-by-Cuisine-And-Art-2019

ROASTED TOMATO SOUP

2 kg tomatoes
good splash of olive oil
1 big onion
salt, pepper
rosemary (preferably fresh)

Cut the tomatoes and the peeled onion into the pieces. Place them on a baking tray or any baking dish you like. Season with salt and pepper, add rosemary, pour over some olive oil. Put into a preheated to 180°C oven and bake for about 1 hour, until everything will be soft and the tomatoes edges a little caramelized. Push it through a mesh strainer to get rid of seeds, skins and rosemary. Season it well, add some water if needed – you should obtain 1-1.5 l of soup.

Devour this liquid heaven. Warm hands with hot bowl. Think about those ones who showed their love through cooking“.

* “BP Portrait Award 2019” exhibition will tour to Scottish National Portrait Gallery in Edinburgh (7 Dec 2019 – 22 Mar 2020) and Ulster Museum, Belfast (Mar – Jun 2020).


MASSIMILIANO PIRONTI, 2 BABCIE, ZMARZNIĘTE DŁONIE I ZUPA Z PIECZONYCH POMIDORÓW

Czytam przepisy Babci. Namiętnie. Z ogromną miłością, sentymentem i z niezmieniającym się zainteresowaniem, bo zawsze znajduję coś nowego. Dziś odkryłam przepisy dwóch prababć na przykład. Studiuję więc poplamione kartki, wącham stary papier, przypominam sobie Jej skromną zimną kuchnię, gdzie w szufladzie chowała torebki (osobno plastikowe, osobno papierowe) do ponownego użytku i gdzie na kredensie stał zawsze ten sam talerzyk na okruszki. Kroiła każdego dnia o tej samej porze skórki chleba w drobną kosteczkę i karmiła przylatujące na parapet synogarlice (miejskie gołębie nie były mile widziane!). Gotowała skromnie i bez polotu, choć w przepisach nie brak bez, sufletów czy makaroników! Widać Babcię fascynowały przepisy same w sobie, ale w swojej kuchni repertuar był bardzo skromny, nie najlepiej wykonany i powtarzający się.

W londyńskiej National Portrait Gallery do 20. października trwa wystawa „BP Portrait Award 2019*”, na której wśród wielu świetnych obrazów znajduje się portret 95-letniej włoskiej staruszki o imieniu Vincenza, siedzącej w swojej kuchni i grzejącej dłonie, namalowanej przez wnuka Massimiliana Pironti’ego – “Quo vadis?

I ja siedzę, grzeję dłonie zawsze zmarznięte (to po Babci). Myślę o kuchniach i rytuałach w nich powtarzających się bez względu na to, gdzie dana kuchnia się znajduje. Myślę o tym, co gotowała moja Babcia – najlepszą na świecie drożdżówkę z zakalcem (zawsze z zakalcem), gulasz w garnuszku z obłamanymi uszkami (Babcia parzyła dłonie, próbując opanować nimi gorące naczynie). Myślę o Vincenzie i słonecznej Italii, nie wiedząc co gotuje, nie mając pojęcia czym raczy wnuka Massimiliana, kiedy ten Ją odwiedza. Myślę o słońcu. O cieple – fizycznym i psychicznym. O tym, co koi dusze i rozgrzewa ciała, szczególnie na południu Europy. I już wiem! – Ciepłe od słońca pomidory! Pieczone! I zrobiona z nich zupa! Vincenza z pewnością, jak i ja sama z Babcią, ogrzałaby chłodne dłonie na wypełnionej nią misce. Czy włoska babcia lubi pomidorówkę? Robi ją sama? Z własnych pomidorów? Czy ma ogródek?

Nie mam pojęcia. Niestety Vincenzę znam jedynie z Jej niesamowitego portretu i krótkiego filmiku o artystach i ich modelach, zrobionego przez BBC Reel, który można obejrzeć tutaj: https://www.bbc.com/reel/playlist/portrait-of-an-artist?fbclid=IwAR14MV84EAZn88xxAVMCB_tRlyIg1kqlBxRD7y7hTXNAQd2MvGyYA-5QcY0

ZUPA Z PIECZONYCH POMIDORÓW
2 kg pomidorów
oliwa z oliwek
1 duża cebula
sól
pieprz
rozmaryn (najlepiej świeży prosto z krzaczka)

Pomidory i cebulę kroimy, przekładamy do wybranej formy lub blachy do pieczenia. Solimy, pieprzymy, dodajemy rozmaryn, polewamy oliwą z oliwek. Wstawiamy do rozgrzanego do 180°C piekarnika. Pieczemy około godziny – pomidory muszą być bardzo miękkie, nieco przypieczone przy brzegach. Przecieramy przez sito, doprawiamy, jeśli konieczne, lub dodajemy wody, jeśli zupa jest za gęsta (z tej ilości powinno być około 1-1,5 litra zupy). Pochłaniamy to płynne słońce na talerzu, ogrzewamy łapki, myślimy o tych wszystkich, którzy nas karmiąc pokazywali, że nas kochają.

* Wystawa “BP Portrait Award 2019” po Londynie będzie prezentowana w Scottish National Portrait Gallery w Edynburgu (7/12/2019-22/03/2020) oraz w Ulster Museum w Belfaście (marzec-czerwiec 2020).

eng

About one salad, two bananas and a porpoise

pl
Most of the last year I’ve spent in airports, in a few airports to be exact, on the way to them, or on the way from them. Hours and hours, days and days I was waiting for one plane and then another. No, I do not work at any airport, at least not yet. I do not work for any airline, at least not yet. And unfortunately I’m not even a traveller as you would think of one. No, they were just trips from A to B, sometimes to C or D, but short repetitive flights with long hours of waiting, for something (who knows for what?). This long year I spent mostly surrounded by people from the age group 80+, which sometimes was funny, but mostly quite bizarre and new to me. There was no time for cooking, writing, taking photos or even thinking about cooking (many of my new friends 80+ can eat only blended food which is not the most beautiful food I’ve found for a still life in photos).

However, today I found the perfect time to write about one Toulouse-Lautrec recipe from the series I call “Don’t try this at home!”.

Do you remember any recipes from the category “Curiosities”? The Ancient Recipe, Saint On The Grill, Squirrels? This one is probably not going to finish there, but … it could, it could!

The recipe is called “Catalan salad”, but I have no idea why. Catalonia is my most beloved place on Earth (I wrote two posts dedicated to Catalonia: “About artichokes and Catalonia” and “About black squid ink burger with wild asparagus, Andy Warhol and Claes Oldenburg”) and I really can’t imagine any Catalan preparing something like this. Nor even thinking about eating it. But it starts quite normally with some cooked potatoes, chestnut, celeriac and beetroot. After, there are some walnuts and apples, which still I can understand. But the addition of endive (Belgian endive to be precise), makes me wonder if Henri decided to empty his pantry that day. Maybe it was as simple as that, because at the end there are some ….. bananas (Yes, bananas!) to add.

“And a dolphin!” – added my Better-Half from the depths of somewhere in the house.

And he had a point, because one of “The Art Of Cuisine” recipes includes a porpoise, stewed fillets of it. Poor baby, because now two of the species – the Vaquita and the Yangze Finless Porpoise – are on the WWF list of critically endangered species! But obviously in Henri’s time it was a popular dish in rich families.

Let’s come back to bananas, because this is not the end of this very peculiar “Catalan salad”. Gruyère cheese is needed, salt, pepper and vinegar. And last but not least … mayonnaise! Yeah! You’ve read it well – M A Y O N N A I S E! With bananas!!! What could possibly go wrong? Bon appétit!

CATALAN SALAD (original recipe by Toulouse-Lautrec & Joyant)

“For six people prepare:
Two hundred grams of cooked potatoes, two hundred grams of cooked chestnuts, one hundred grams of cooked red beets. Add fifty grams of shelled walnuts, one hundred grams of sweet apples, two hundred grams of raw Belgian endive, two bananas* cut in rounds, fifty grams of shredded Gruyère cheese. Put all these quantities into a salad bowl.
Let the whole steep in good vinegar with salt and pepper for an hour. Make a good mayonnaise and mix everything together.”

*In the editor’s notes in the English version of the book (the original one was in French) bananas were omitted.

P.S. You have another choice – go to Madrid to Taberna Tirso De Molina (Plaza Tirso De Molina, Lavapiés, Madrid, ES) to see some beautiful Toulouse-Lautrec’s by Lucia and Angel Cabanas and enjoy some great food and drink! That way you will be 100% sure that, no endangered species are eaten by you and that your stomach will survive. Wait, this last one I can’t promise you – it would depend on quantities of wine too ;-).

Taberna-Tirso-De-Molina-09
Taberna Tirso De Molina Madrid, Lucia & Angel Cabanas
Taberna-Tirso-De-Molina-02
Taberna Tirso De Molina Madrid, Lucia & Angel Cabanas
Taberna-Tirso-De-Molina-04
Taberna Tirso De Molina Madrid, Lucia & Angel Cabanas
Taberna-Tirso-De-Molina-06
Taberna Tirso De Molina Madrid, Lucia & Angel Cabanas


O JEDNEJ SAŁATCE, DWÓCH BANANACH I MORŚWINIE

Ostatni rok spędziłam w większości czasu na lotniskach, na kilku lotniskach, by być dokładniejszą. W drodze na nie lub z nich. Godziny dłużyły się w oczekiwaniu na kolejny (i kolejny) samolot. Nie, nie pracuję ani na żadnym lotnisku ani dla żadnych linii lotniczych. Przynajmniej jeszcze nie. I trudno byłoby nazwać mnie globtroterem, choć mogłoby się tak z pozoru wydawać. Ot, życie mnie dopadło i przemieszczałam się po prostu z punktu A do B, a czasem C lub D. Ten długi rok był pełen dziwów i nowości. Nagle zaczęłam bardzo zaniżać grupę wiekową, w której sie znalazłam. Otaczający mnie ludzi to osiemdziesiąt plus, poczułam się z moimi czterdzieści plus jak szczeniak po prostu. Nie było więc czasu na gotowanie, pisanie czy fotografowanie. Zresztą bądźmy szczerzy – przecierane zupki nie są najbardziej atrakcyjnym tematem do zdjęć.

Aż tu dzisiaj, prawie zupełnie przypadkowo, natknęłam się na przepis Toulouse-Lautrec’a, który zaliczam do tych „Omijaj z daleka!”. Nie będzie więc zdjęć dania, ale przepis w wersji oryginalnej owszem, będzie, bo przecież jednak może ktoś będzie chciał zaryzykować. Może wielbiciel podwyższonego poziomu adrenaliny poczuje chętkę na gotowanie? A może ciężarna jakaś po prostu poczuje miętę do właśnie takich mieszanek? Może.

Pamiętacie przepisy z kategorii “Ciekawostki”? Starożytna Receptura, Święty Na Grillu, Wiewiórki? Ten przepis najprawdopodobniej nie zostanie w niej umieszczony, choć mógłby, oj mógłby! Nazywa się „Katalońska sałatka”, choć nie mam bladego pojęcia dlaczego. Wiecie, że miłością ogromną darzę Katalonię (pisałam o niej tutaj i tutaj) i śmiem twierdzić, żaden Katalończyk nie byłby tak szalony, żeby wymyśleć przepis na taką sałatkę, a już z całą pewnością żaden nie odważyłby się jej zjeść.

Owszem, zaczyna się zwyczajnie. Gotowane ziemniaki, słodkie kasztany, seler i buraki. Potem orzechy i jabłka, które zawsze świetnie się czują ze sobą. Potem cykoria, przy której miałam wrażenie, że Henryk po prostu postanowił zużyć, co miał pod ręką, postanowił opróżnić spiżarnię calusieńką. Musiało tak być, nie widzę innej opcji, ponieważ na końcu dodaje się … banany. Tak, banany!

„I delfina!” – dobiegło mnie z bliżej nieokreślonej czeluści domu.

Delfina? Może i nie delfina, ale blisko, bo w jeden z przepisów “The Art Of Cuisine” jest na duszone filety z … morświna! Tak, w czasach Henryka widocznie był to przysmak dla bogatych. W naszych czasach dwa gatunki są na liście WWF krytycznie zagrożonych 😦

Ale powróćmy do nieszczęsnych bananów, bo to nie koniec przecież. Ser Gruyere, sól, pieprz, ocet. I ostatni, ale nie mniej ważny od innych składników – majonez! Tak! M A J O N E Z! Z bananami! Czy coś może się tutaj nie udać? Smacznego!

KATALOŃSKA SAŁATKA (wersja oryginalna – Toulouse-Lautrec & Joyant)

„Dla 6 osób przygotuj 200g ugotowanych ziemniaków, 200g ugotowanych słodkich kasztanów, 100g ugotowanego selera, 100g ugotowanych buraków. Dodaj 100g łuskanych orzechów włoskich, 100g słodkich jabłek, 200g cykorii, 2 pokrojone w krążki banany* i 50g startego sera Gruyère. Posól, popieprz, dodaj ocet. Odstaw na godzinę. Zrób dobry majonez. Wymieszaj.”

* W angielskiej wersji książki (oryginalna jest po francusku) w nocie od Wydawcy banany zostały pominięte.

P.S. Jest jeszcze inna opcja niż przygotowywanie i spożywanie “Katalońskiej sałatki”, uff! Można polecieć do Madrytu, udać się do Taberna Tirso De Molina (Plaza Tirso De Molina, Lavapiés), żeby podziwiać malowane kafle z dziełami Toulouse-Latrec’a, wykonanymi przez Lucię i Angela Cabanas, zjeść coś dobrego i napić się wina. Przynajmniej można być wtedy pewnym, że ani krytycznie zagrożone gatunki zwierząt nie zostaną skonsumowane na kolację, ani żołądek nie ucierpi (no chyba że od ilości wypitego w nadmiarze wina).

eng

About Toulouse-Lautrec’s chocolate mayonnaise

pl

Yes. You’ve read it well – chocolate mayonnaise. M A Y O N N A I S E. Sounds disgusting doesn’t it? How you could even think about chocolate and mayonnaise together? HOW?!

I have no clue how, but the idea came from Henri Toulouse-Lautrec. Looking at this great photo of him from Arcachon it even doesn’t surprise me. Totally Henri, that’s it!

tl-arcachon
from/z: www.rue89bordeaux.com

And I can’t show you any photo of a chocolate, mayonnaise, anything with chocolate or even an empty plate with chocolate remains. I’m surrounded by piles of snotty tissues, fresh tissues, jars of different honey, lemons, oranges, kiwis, juicer, garlic, garlic press, half-emptied cups of tea, glasses of water, some tablets, drops and books. Many books, which I have no energy to read. So you have to be gentle with me and understand that the photo of Henri naked in the summer should be enough to illustrate his sense of madness, crazyness and simple joy of life. Here you have the original recipe, so you can enjoy it on Valentine’s Day or any other day of the year.

And remember – Chocolate Mayonnaise means no more no less than CHOCOLATE MOUSSE. The name now surprises us, but perhaps then it didn’t? They say that Henri was the father of chocolate mousse, so yes, he could name it what he wanted!

CHOCOLATE MAYONNAISE (original recipe by Toulouse-Lautec, Joyant)

“In a saucepan put four bars of chocolate with very little water and let them melt on a very gentle fire. Add four large spoons of granulated sugar, 230g of good butter, four yolks of eggs and mix carefully.

Let it cool and you will have a smooth paste. Beat the whites of eggs to a snow and mix them, while stirring, into the paste.”

The Editor’s note: “A variation on mousse. 250g semi-sweet chocolate, 4 heaping tbs sugar.”

tl-the-kiss-1892
Toulouse-Lautrec The Kiss / Pocałunek, 1892

P.S. And here you have my own recipe for “Chocolat Mousse Hard To Believe“, which is made with “aquafaba” (water from chickpeas).



TOULOUSE-LAUTREC I MAJONEZ CZEKOLADOWY

Tak! Dobrze czytasz! Majonez C Z E K O L A D O W Y. Brzmi wyjątkowo ohydnie. Obrzydliwie. Obleśnie. Brzmi najbardziej fatalnie jak tylko może. Brzmi tak, jak ja się obecnie czuję, obłożona stosami zasmarkanych chusteczek, stosami świeżych chusteczek, otoczona słoikami miodów, cytrynami, pomarańczami, owocami kiwi, wyciskarką do cytrusów, wyciskarką do czosnku, czosnkiem, filiżankami i kubkami niedopitych herbat, szklankami na wpół pustymi / na wpół pełnymi wody oraz książkami. Mnóstwem książek, na które nawet nie mam ochoty spojrzeć. Nie mam więc i ochoty na gotowanie, fotografowanie, a wśród zdjęć żadnego nie ma z czekoladą, z majonezem, z pustym nawet ufajtanym czekoladą talerzem. W bibliotece zdjęć zero. O wybaczenie proszę, tym razem zdjęcie Henryka w pełnej krasie musi wystarczyć! Jego energia, Jego kreatywność i ponoć wymyślony przez Niego MUS CZEKOLADOWY, jakbyśmy go dzisiaj nazwali. Miał więc Henryk, jako Wynalazca, prawo do nazwania deseru jakkolwiek chciał, nawet majonezem!

Tak więc na jutro, na Walentynki (których ja nigdy nie obchodziłam i nadal nie obchodzę, ale może Ty obchodzisz) przepis w sam raz, bo jakże urocze jest podanie Ukochanemu lub Ukochanej MAJONEZU CZEKOLADOWEGO…? A jeśli nie na jutro, to na każdy inny dzień roku!

MAJONEZ CZEKOLADOWY (przepis oryginalny – Toulouse-Lautrec, Joyant)

“W garnuszku, na bardzo małym ogniu, stop 4 tabliczki czekolady. Dodaj 4 łyżki cukru, 250 g masła, 4 żółtka i wymieszaj dokładnie. Ostudź. Ubij białka na sztywno i wmieszaj powoli do czekoladowej masy.

Nota od Wydawcy: „250g czekolady mlecznej, 4 łyżki cukru.

P.S. A tutaj mój przepis na “Czekoladowy Mus Niemożliwości“, zrobiony z “aquafabą” –  wodą z puszki po ciecierzycy!

eng

About being an Outsider, USPIAM and Sweet Potato Cheesecake

pl

The decision to leave the country where you were born and grew up entails acceptance of the fact of being an Outsider (a Stranger) always. An Outsider in a new country. An Outsider in your motherland, which is now “only” a place of birth. Usually being an Outsider isn’t negative and it doesn’t cause a sea of tears, or even a river. But sometimes, especially close to a birthday, there is some kind of sadness inside, some type of alienation, lack of belonging. Being an Outsider means also constantly searching for something, constantly trying to find THERE.

TAKE ME THERE.
THERE DOES NOT EXIST.
THERE IS NOWHERE. SOMEWHERE. ANYWHERE.
THERE IS USPIAM.

A year ago I landed on The Other Side Of The World in search of my own paradise and I discovered that “Plus ça change plus ç’est la même chose” (The more things change the more they stay the same). I created the photographic series “USPIAM”, which comes from latin and means “somewhere, anywhere”.

uspiam-byserafin
USPIAM – bySerafin 2016

This year I decided to celebrate my birthday, focusing on the bright side of being an Outsider and I created The Outsider Cheesecake, The Uspiam Cheesecake, The Sweet Potato Cheesecake with its amazing orange color derived from sweet potatoes. The Never-Photographed Cake to be honest. But I managed to do a sketch, using the Monge Method of projections.

During my studies at the Academy of Fine Arts we had a whole year long of descriptive geometry, which we – future artists – couldn’t understand at all, most of us. We struggled a lot with pain and anger, not being capable of understanding the whole mystery of descriptive geometry and failing one exam after another. I was no better than the rest, but my honour was saved by a Frenchman – Monsieur Gaspar Monge who discovered a method to describe ANY object.

What I remember is to draw a view from above and a side view or a cross section view. The actual method is far more complicated of course! But for my needs, sketching food when I design it, my adopted method is enough and I always think about Mr Monge. Here you have then The Sweet Potato Cheesecake – above and side views inspired by the Monge Method.

potato-cheescake-views
Sweet Potato Cheesecake – views / Sernik Ze Słodkich Ziemniaków – widoki

SWEET POTATO CHEESCAKE inspired by USPIAM (bySerafin)

TIN: Round tin, 18cm diameter

BASE:
– 130g digestive biscuits
– fresh ginger (about 1cm piece)
– 60g melted butter

Blitz the digestive biscuits, add freshly grated ginger and melted butter. Tip everything into the tin, press it evenly into the bottom and sides of the form.
Put into the preheated oven (180C) for 10 min.

FILLING:
– 300g mashed sweet potatoes (you can boil them or roast them with skin, just pricked with a fork)
– 50g cream cheese
– 100g fructose (or 120g sugar)
– 1 lemon (juice and zest)
– 2 eggs
– 1/2 tbsp of soya sauce

Mixed everything in the food processor. Pour on the pre-baked digestive base. Put into the oven, reduce temperature to 170C. Bake 45-60 min, checking after 30 min. The cheesecake should be a little “wobbly” in the centre, then, switch off the oven and let it cool. Place into a fridge overnight (I know, it is almost impossible to wait so long, but…. After one night it will be even better!).



O OBCYM, USPIAM I SERNIKU ZE SŁODKICH ZIEMNIAKÓW

Decyzja o opuszczeniu kraju, w którym się urodziło i wychowało, wiąże się z zaakceptowaniem tego, iż już zawsze będzie się Obcym. Obcym w kraju, który się na nowy dom wybrało. Obcym we własnej ojczyźnie, z której się już “jedynie” pochodzi. Zazwyczaj bycie Obcym nie wiąże się z negatywnymi emocjami czy morzem wylanych łez, niekiedy jednak, zwłaszcza w okolicach urodzin, ta łza jedna czy druga uroniona zostaje z poczucia tegoż wyobcowania, braku przynależności, wykorzenienia w mniejszym lub większym stopniu. Bycie Obcym wiąże się również z poszukiwaniem, z odwieczną ciągotą, tęsknotą za TAM. TAM będzie lepiej. TAM będzie raj. TAM. GDZIEŚ. GDZIEKOLWIEK.

Rok temu wylądowałam na Drugim Końcu Świata, by odkryć, iż “Plus ça change plus ç’est la même chose”, czyli “Im więcej się zmienia, tym bardziej pozostaje tym samym”. Stworzyłam fotograficzną serię “USPIAM”, co oznacza w języku łacińskim GDZIEŚ/WSZĘDZIE/NIGDZIE/GDZIEKOLWIEK/TAM.

ZABIERZ MNIE TAM.

TAM NIE ISTNIEJE.

TAM JEST NIGDZIE. GDZIEŚ.

GDZIEKOLWIEK.

TAM ZNACZY USPIAM.

Świat Obcego. Innego. Skądś.

W tym roku postanowiłam połączyć USPIAM ze zbliżającymi się urodzinami, które stają się niczym więcej jak pretekstem do upieczenia ulubionego przeze mnie ciasta – sernika. Sernika jednak Innego. Obcego. Sernika-USPIAM, którego zdjęcie nie powstało. Powstał jednak szkic (powyżej).

Szkic, będący pozostałością po trudach studiowania geometrii wykreślnej na pierwszym roku Akademii Sztuk Pięknych jakieś dwadzieścia lat temu. Z przedmiotu wyjątkowo mało rozumianego przez przyszłych artystów, zapamiętałam (i to niedokładnie) tak zwane “rzuty Monge’a” [morza], nie ze względu na brzmienie, lecz na ich przydatność w życiu codziennym. Rzut z góry i rzut z boku (albo przekrój?!) wystarczy, by przestawić KAŻDY przedmiot. Oczywiście to ogromne uproszczenie, w dodatku zaadoptowane przeze mnie na potrzeby własne! Genialna prostota, która przydaje się również w kuchni. Kolejne zeszyty, w których notuję pomysły kucharskie, pełne są prostych rysunków, w których gdzieś kryją się ślady Monge’a. Można więc mój rysunek swobodnie nazwać “Widoki Sernika Ze Słodkich Ziemniaków, zainspirowane rzutami Monge’a”.

SERNIK ZE SŁODKICH ZIEMNIAKÓW, zainpirowany USPIAM (bySerafin)

FOREMKA DO PIECZENIA: okrągła, 18cm

BAZA:
– 130g ciasteczek digestive
– świeży imbir (mniej więcej centymetrowy kawałek)
– 60g stopionego masła

Zmiksuj ciasteczka w robocie kuchennym, dodaj starty korzeń imbiru i masło, dobrze wymieszaj. Wyłóż do foremki i ubij jednolicie, nie zapominając o bokach, a przynajmniej ich kawałku (1 cm wysokości).
Wstaw do piekarnika nagrzanego do 180C na 10 min.

MASA:
– 300g purée ze słodkich ziemniaków (ugotowanych lub upieczonych ze skórką, nakłutych widelcem przed włożeniem do piekarnika)
– 50g kremowego serka
– 100g fruktozy (lub 120g cukru)
– 1 cytryna (sok i starta skórka)
– 2 jajka
– 1/2 łyżki sosu sojowego

Zmiksuj składniki dokładnie. Wlej na podpieczoną wcześniej bazę. Wstaw do piekarnika, obniż temperaturę do 170C. Piecz 45-60 min, sprawdzając po pół godzinie. Sernik powinien nieco trząść się w samym centrum, wtedy piekarnik wyłącz i poczekaj do ostudzenia. Ciasto wstaw do lodówki na noc, mimo ogromnej, gigantycznej, największej na świecie pokusy zjedzenia go od razu i to w całości! Poczekaj, błagam!

eng

About Bounties and Toulouse-Lautrec’s Spanish Soup

pl

Jean-Claude – The Best Gardener In The Village came one morning with a wooden box of goods  – the crinkly carrots, the biggest ever onions (650 g each one!) and a turnip. A great start for making soup, especially when the weather doesn’t spoil anyone, it’s cold and wet. I took “The Art of Cuisine” cookbook and I read once again every recipe for soup. According to Toulouse-Lautrec and Joyant you always need to have a carrot and a turnip. In Polish cuisine every soup has to have an onion, carrot, parsnip and celeriac, but never a turnip. We are not big lovers of this veg and I have to admit – it is not one of my favorites either! But bounty is bounty and I had to use it.

Writing my two last posts about Spain (1st post and 2nd post) and having Gastrofestival Madrid still going on (until the end of this week) I chose a recipe for the Spanish Soup, which is so beautifully written, that I have no choice but to present it to you in its original form. I have no idea if this soup has any Spanish roots or the French just named it that. It’s great for winter time and according to Henri very healthy too.

www-bounty-nr1-byserafin
BOUNTY #1 / DAR #1 by Serafin 2017
www-bounty-nr2-byserafin
BOUNTY #2 / DAR #2 by Serafin 2017

SPANISH SOUP by Henri Toulouse-Lautrec and Maurice Joyant

“For a liter of consommé: put four liters of cold water in a stewpot made of earthenware, some salt, two spoons of lentils, a spoon of split peas, and a spoon of white haricot beans.
When the water boils, add a large leek cut in pieces, a hundred grams of carrots and a hundred grams of thinly sliced turnips, half a stick of celery, a piece of thistle, parsnip, and a lettuce cut in pieces.
Let it boil without a lid; then, with a lid; let it reduce on a low fire until one liter of consommé remains from the four liters of water.
Strain and serve hot.
This soup is excellent for intestinal inflammation and diarrhea and has the same properties as milk.
If one wants to eat it, without being ill, add pepper, salt, and a
binding of butter with egg yolk and fried croutons.”



DARY I HISZPAŃSKA ZUPA TOULOUSE-LAUTREC’a

Jean-Claude – Najlepszy Z Ogrodników zawitał ostatnio ze skrzynką dóbr – powykrzywiane urocze marchewki, największe z cebul (650 g każda!), piękna dorodna rzepa, której jednak miłością nigdy nie darzyłam ani nadal nie darzę. Dary jednak darami są i trzeba je dobrze wykorzystać! A że zimno, mokro i buro za oknem, a że dwa ostatnie posty o Hiszpanii były (ten i ten tutaj), a że Gastrofestival Madrid trwa jeszcze do końca tygodnia, postanowiłam ugotować Hiszpańską Zupę Toulouse-Lautrec’a i Joyant’a. Czy ona hiszpańska czy jedynie tak przez Francuzów nazwana – sprawa to mało istotna. Istotny jest urok przepisu samego w sobie, który powyżej cytuję po angielsku, a poniżej samodzielnie, mniej lub bardziej zgrabnie, tłumaczę. Proszę zwrócić szczególną uwagę na porady zdrowotne Henryka oraz na budowę receptury, czyli brak wyszczególnionych składników, co moim zdaniem nie ułatwia jednak gotowania.


HISZPAŃSKA ZUPA (przepis org. Toulouse-Lautrec’a i Joyant’a)

“Na litr consommé*: wlej cztery litry zimnej wody do glinianego naczynia na zupę, odrobinę soli, dwie łyżki soczewicy, łyżkę grochu łuskanego i łyżkę białej fasoli. Gotuj pod przykryciem, potem bez, na niewielkim ogniu, aż płyn zredukuje się do jednego litra consommé.
Odcedź i podawaj gorące.
Zupa ta jest wyjątkowo dobra na problemy jelitowe, biegunkę. Ma takie same właściwości jak mleko.
Jeśli osoba zdrowa chciałaby ją jeść, dodaj pieprzu, soli, mieszanki masła i żółtka oraz małe grzaneczki.”

*Consommé – klarowny bulion, przygotowany w odpowiedni sposób.
Ze względu na sposób przyrządzania consommé, osobiście nie użyłabym tutaj tej nazwy, ale zastąpiłabym ją „wywarem” lub „bulionem”, w przepisie jednak użyto tego wyrazu.

eng

About flatbread, the Universe and What Is Next

pl

Cuisine And Art is one of my art projects. That’s why I write here very irregularly, especially when I’m preparing an exhibition, or two or three even, as is happening this year. Anyway, not all of my artistic projects are about food! Many of them don’t contain anything to eat at all! Art is art. Food is food. And only sometimes they come together (quite often in my life, to be honest). And it just happened in my latest piece of art – “WHAT IS NEXT?”. Just take a look!

Art is Imagination. It is Creation. It’s Vision.
Art is something very undefined which starts in an artist’s Thoughts And Feelings.
The Idea is the most important.

Then come different processes about how to do it. Without The Idea, but with great tools (Let’s say with an amazing and very expensive camera) you can make a good photo. Yes, it can happen. But with The Idea and with the knowledge “how” you can create an absolutely stunning photo, making it with “only” an empty match box (using it as a pin-whole camera). Francis of Assisi apparently said: “He who works with his hands is a labourer. He who works with his hands and his head is a craftsman. He who works with his hands and his head and his heart is an artist.” And this is how a Simple Burnt Flatbread became Art, telling a story about the universe, destiny and the future. What is next? Who knows.

SIMPLE FLATBREAD TELLING A STORY ABOUT “WHAT IS NEXT” (bySerafin)

– flour
– pinch of salt
– lukewarm water
– olive oil

Mix together the flour and salt in a large bowl. Add water slowly, mixing with your hands. Add olive oil, but not too much. You want to make a nice soft dough. Knead it for a few minutes until it becomes elastic and smooth. Wrap it in cling film and let it rest for at least half an hour (you can leave it even for a day or two!).

Divide the pastry into small balls and roll out into the thickness you want. Cook in a very hot frying pan for a minute or two on each side. Eat with anything you wish (I ate them for the first time in my life about 20 years ago in Eivissa town, Ibiza. It was very late at night, or early morning, and I found a small kiosk serving wraps with rocket and mozzarella cheese. This is still one of my favorites ways to serve flatbread wraps!).

P.S. By the way – nobody won Ottolenghi’s “The Cook Book”. And I’m not going to lie to you – nobody wrote to me. That’s the reason. It is what it is.



O PŁASKIM CHLEBKU, WSZECHŚWIECIE I O TYM “CO (JEST) NASTĘPNE”

Cuisine And Art to jeden z moich artystycznych projektów. Z tego też względu pisuję tu nieregularnie, szczególnie jeśli akurat przygotowuję wystawę, dwie lub trzy, jak ma to miejsce w tym roku. I nie każdy z tych projektów związany jest z jedzeniem. Ba, w wielu z nich jedzenie nie występuje wcale. Nawet kruszynka żadna. W mojej ostatniej pracy zatytułowanej „CO (JEST) NASTĘPNE” jedzenie występuje, i to w roli głównej. Spójrz tylko!


Sztuka to Wyobraźnia. To Kreacja. To Wizja.
Sztuka to coś bardzo nieokreślonego, zaczynającego się w Myślach I Uczuciach /Odczuciach/ artysty.
Idea jest najważniejsza.


Potem pojawiają się mniej lub bardziej skomplikowane procesy twórcze, w których dochodzi do tematu „Jak?”. Bez Idei jednakże to Jak staje się prawie bezcelowe. Mało przydatne jakoś. Owszem, brak Idei, połączony z dobrymi narzędziami (wypasionym aparatem na przykład), może przynieść skutki całkiem pozytywne. Może (bardziej lub mniej przypadkowo) powstać dobra fotografia. Może. Nie musi. Z Ideą jednak to narzędzie będzie całkowicie odmienne, może być nim na przykład puste pudełko od zapałek, zamienione w
camera obscura (rodzaj aparatu fotograficznego), dzięki której powstanie świetne zdjęcie, przedni kawałek Sztuki.


„Ten, który pracuje rękoma, to robotnik. Ten, który pracuje rękoma i głową, to rzemieślnik. Ten, który pracuje rękoma, głową i sercem, to artysta” – to ponoć słowa Franciszka z Asyżu, świetnie oddające ducha tematu. Bo jakże wytłumaczyć to, iż Prosty Spalony Płaski Chlebek nagle i niespodziewanie staje się Sztuką, opowiadając historię o wszechświecie, o przeznaczeniu i o przyszłości? O tym “Co jest następne”? Co dalej?


PROSTY SPALONY PŁASKI CHLEBEK, OPOWIADAJĄCY HISTORIĘ O TYM “CO DALEJ?” (bySerafin)
– mąka
– szczypta soli
– ciepła woda
– oliwa z oliwek (nadaje elastyczności ciastu; można ją zastąpić innymi oliwami)


Wymieszaj mąkę z solą. Dodawaj powoli, ciągle mieszając, ciepłą wodę i mniej od niej oliwy z oliwek. Zagniataj. Ma powstać elastyczne, gładkie ciasto, które będzie łatwe do rozwałkowania. To potrwa kilka minut. Możesz ułatwić sobie życie (to się nazywa „lenistwo”), używając robota kuchennego, z czego zazwyczaj korzystam, spiesząc się. Gotowe ciasto owiń folią spożywczą i odstaw minimum na pół godziny (ciasto może też „leżakować” dzień lub dwa!). Ciężką patelnię postaw na gaz, dodaj odrobinę oliwy. Podziel na kule wielkości tych do gry w golfa. Rozwałkuj cienko, tak jak lubisz. Smaż minutę lub dwie z każdej strony. Podawaj z czymkolwiek sobie zamarzysz. (Ja najbardziej lubię z mozzarellą i rukolą. To kombinacja, którą pierwszy raz jadłam sto lat temu na Ibizie późną nocą, lub wczesnym rankiem, w małej budce, w której nic innego nie podawali. Ależ to było genialne!).


P.S. Tak przy okazji – konkursu, w którym do wygrania była rewelacyjna książka kucharska Ottolenghi’ego „The Cook Book” nikt nie wygrał. Powodem jest to, iż nikt nie podjął wyzwania i nie napisał do mnie. Ot życie. Książka czeka!

eng

About Toulouse-Lautrec birthday and walnut/chesnut cake with lemon verbena mascarpone icing

pl

Already 152 years??? Time is flying! Look! What a beautiful sweet girl! Oh…this is not a girl, this is Henri! Henri Toulouse-Lautrec! Happy birthday then!!!

www-152-bday

Months ago I was passing the Toulouse-Lautrec Museum in Albi (France) when two huge posters attracted my attention, hanging at the entrace. I made photos of them and here you have – small Henri as a Cute Beautiful Girl and a Serious Man With A Hat And Glasses.

www-bday

I wanted to make him a special birthday cake. I wanted to create something what would bring him home. And I found it – I decided to make a cake with walnuts from my garden and chestnuts from the village. Plus a mascarpone cream infused with lemon verbena, which grows here in many places. Everything from his (and my) neighbourhood.

152th B-day CAKE FOR HENRI TOULOUSE-LAUTREC

SPONGE:
– 150 g walnuts
– 100 g chestnut flour
– 6 eggs (separated)
– 80 g moscovado sugar
– 80 g butter
– 3 tablespoon of bread crumbs
– juice from 1/2 lemon
– pinch of salt

In the food processor blitz walnuts to powder. Mix with chestnut flour and salt.

Beat the butter in a large bowl until soft. Add half of the sugar and beat until smooth. Add the remaining icing sugar and yolks (one by one, without a rush!). Beat the mixture until creamy and smooth. Slowly incorporate flours.

Melt butter. Wait until cold. Add to the mixture.

Beat whites until very stiff (Do not forget to put the bowl over your head! If any whites drop on you – you have to keep beating!). Add lemon juice and beat together. Pure in to the butter-flour mixture. Sprinkle with bread crumbs. Fold in gently.

Preheat oven to 180 C degrees. Pour the mixture into a greased tin (I used a round one, 20 cm). Bake about 30 minutes until done. Cool it.

Cut the sponge to 2 or 3 (if you can) layers. I like to spray them with a strong tea with good brandy, but not everyone likes this method, so you can skip it. Or you can change it using coffee instead of tea, or not use an alcohol. Experiment! Enjoy!

ICING:
– 250g mascarpone
– 250 ml double cream
– 100 g icing sugar
– lemon verbena leaves (preferebly fresh)
– 1/4 glass of boiling water

Infuse hot water with lemon verbena and let them cool. Remove leaves. The remaining liquid should be very green and have a strong flavour. If it is not – heat it and put in more leaves. Cool.

Whisk the cream until fluffy and stiff. And to the mascarpone and whisk together, gently incorporating icing sugar. At the end add very very very slowly (almost drop by drop) the lemon verbena infusion.

Spread sponges with mascarpone icing. Decorate as you wish. I wanted something clean and simple, so I used just a few lemon verbena leaves. Place your cake into a fridge for at least one night… Yes, I know, this is extremly hard, but I’m pretty sure you can manage it? If not, you can do what makes you happy – eat it directly, even without cutting it. You can eat it with hands! Alone, with someone or with your dog. You can offer a piece to a stranger. Eat it in bed, on the carpet or in a park. Eat a small piece or eat it ALL! It is yours!

And Henri? He would eat it with beautiful ladies around him and he would draw them or paint them, that’s for sure. Happy birthday!!!



TOULOUSE-LAUTREC, URODZINY I TORT ORZECHOWO-KASZTANOWY Z KREMEM MASCARPONE Z WERBENĄ CYTRYNOWĄ

Już 152 lata??? Naprawdę? Czas leci (“Leci? Leci” On z……a!” – jak powiedział mi lata temu zaprzyjaźniony Najlepszy Weterynarz Świata)! O jaka śliczna dziewczynka! Słodziutka! Ooooo…. to nie dziewczynka! To przecież Henryk! Henri Toulouse-Lautrec, świętujący dzisiaj 152. urodziny! Najlepszości!!!

Kilka miesięcy temu, przechodząc obok Muzeum Toulouse-Lautrec’a w Albi (Francja), zostałam oczarowana dwoma gigantycznymi zdjęciami, wiszącymi obok wejścia – Słodka Mała Dziewczynka oraz Poważny Mężczyzna W Okularach I Kapeluszu – Henryk w całej swej okazałości i krasie!

Chciałam zrobić na Jego urodziny coś specjalnego. Jakiś Szczególny Tort, który przypomniałby Mu o rodzinnych stronach, o domu. Co rośnie wokół, a nadawałoby się na tak szczególną uroczystość? W moim ogrodzie – orzech. We wsi – kasztany. A przy schodach piękny krzak werweny. Wszystko z naszego – Henryka i mojego – sąsiedztwa.

TORT ORZECHOWO-KASZTANOWY Z MASCARPONE I WERBENĄ CYTRYNOWĄ
NA 152. URODZINY HENRYKA TOULOUSE-LAUTREC’A

CIASTO:
– 150g orzechów włoskich
– 100g mąki kasztanowej (wiem, że może być trudna do kupienia lub droga, można ją zastąpić mąką migdałową lub orzechami włoskimi, Henryk z pewnością zrozumie!)
– 6 jajek (oddziel żółtka od białek)
– 80g cukru muscovado
– 80g masła
– 3 łyżki bułki tartej
– sok z ½ cytryny
– szczypta soli

Zmiksuj orzechy na mąkę, zmieszaj z mąką kasztanową i solą.

Ubij masło do puszystości. Dodaj połowę cukru i ubijaj dalej. Dodaj pozostały cukier, ubijaj, wbijając żółtko po żółtku, bez pospiechu. Ubijaj do uzyskania puszystej i kremowej konsystencji. Dodaj mąki i wymieszaj delikatnie.

Ubij pianę z białek. Podnieś miskę nad głowę, odwróć. Jeśli nic z miski nie skapało na Ciebie i nie musisz szybko lecieć pod prysznic – białka ubite są dobrze. Jeśli nie – ubijaj dalej do skutku, wtedy weź kąpiel.

Do ubitej piany dodaj sok z cytryny. Ubij. Masę białkową włóż do miski z masą mączno-maślaną. Na razie nie mieszaj. Wsyp na wierzch bułkę tartą. Teraz DELIKATNIE mieszaj dużą łyżką od spodu do góry, jakby składając warstwy, zakładając jedną na drugą (ang.: fold in).

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni C. Przełóż masę do wysmarowanej masłem formy (ja użyłam okrągłej, 20 cm). Piecz około 30 minut. Sprawdź patyczkiem lub wykałaczką – nakłuj ciasto i wyjmij patyczek, jeśli będzie suchy, to znaczy że ciasto jest gotowe. Wyjmij z piekarnika i ostudź.

Tak przygotowane ciasto przekrój na 2 lub 3 (jeśli Ci się uda) warstwy. Możesz nasączyć je mieszanką mocnej herbaty z brandy, jak ja uczyniłam. Możesz użyć espresso z alkoholem lub bez. Jak lubisz. Na co masz ochotę. Eksperymentuj!

KREM Z MASCARPONE I WERBENĄ CYTRYNOWĄ
– 250g serka mascarpone
– 250 ml śmietany 30%
– 100g cukru pudru
– werbena cytrynowa (najlepiej świeże liście)
– ¼ szkl gotującej wody

Zaparz werbenę. Napar ma mieć mocny aromat i głęboki zielony kolor. Jeśli taki nie jest – zagotuj raz jeszcze i dodaj werbeny. Odstaw do ostudzenia, usuń liście.

Ubij śmietanę, dodaj do serka mascarpone i ubijaj, dosypując cukier puder. Masa ma być puszysta, delikatna i lekka. Na koniec dodaj napar z werweny, łyżeczka po łyżeczce.

Rozprowadź masę po warstwach ciasta. Udekoruj według uznania. Ja nie udekorowałam. Chciałam czystą, prostą formę, na której położyłam jedynie kilka gałązek werweny. Włóż tort do lodówki przynajmniej na noc. Wiem, wiem. Jest to nadzwyczaj trudne i wymaga wyjątkowo silnej woli… Ale może dasz radę? Jeśli nie – pałaszuj! Rzuć się na ten tort! Bierz kęsy łapami! Nie baw się w talerzyki, w widelczyki żadne! Rozkoszuj się samotnie lub w czyimś towarzystwie! W kuchni, w łóżku, na dywanie. A może w parku? Poczęstuj nieznajomego. Lub nieznajomą. Ciesz się! Fetuj! To w końcu Twoja krwawica i urodziny Henryka!

A Henryk? Henryk z całą pewnością radowałby się nie tylko tortem w towarzystwie pięknych kobiet, które by to przy okazji rysował, malował, co bądź…

eng

About Yuko Nishimura and picnic tart 2in1

pl

Eating outside is one of the best pleasures ever, so every excuse is good to organise a picnic. Even the shortest trip by car has to include one! Even a few hours in an airport waiting for the next flight gives you a great occasion to prepare something, to make a salad, to bake a cake. In my car there is a special place for an old greenish bag with forks, spoons and paper napkins, which I collect from everywhere. Here my fun begins:

“Oh! This is a fork from … !”

“Do you remember this napkin? There were the best pies ever!” – It was a f…g million years ago and I still have this bloody napkin ???!!! What the hell is wrong with me?

“Look! I have found the smallest package of cashew nuts in the world! Where did it come from?!”
– “From a plane.” – My Better Half replied murmuring.

This small ugly greenish bag has my whole world inside. Sometimes a fork without a prong can be useful! Another time one speculous cookie can save a life! (My life during an hour long trip by car…).

A good picnic starts with well packed food. No-one wants to have a vinaigrette sauce spilled in the back seat of a car. Or yellow gazpacho on a freshly ironed white dress (I do not iron, but apparently there are some people who do). Gravy on a suit? Chicken juice on the car’s carpet? Crushed green peas. Whipped cream smeared into the upholstery. Chocolate mousse on a shirt (… it depends on the circumstances…). Anyway – food has to be packed well to protect it during a trip and to protect everything around it.

And here you have amazing pieces of art from Japan – Yuko Nishimura! She inspired me to do my own picnic packiging.

This is the original recipe from “The Art of Cuisine”, except for using sugar, which I avoided to have more possibilities. Not adding any sweetener causes quite a neutral tasting dish. On a picnic you can decide what to add – pesto on the top or roquefort cheese with walnuts? Some chopped tomatoes with red onion and parsley? Cured Spanish ham and melon? Or perhaps some fresh fruit with honey? Plum jam with rhubarb or plums with rum and cream? One tart – picnic – GO!

2016-09-05-diy-picnic

PICNIC TART 2in1 (savory and/or sweet in one)
based on Toulouse-Lautrec’s “Galiche from Champagne” recipe

2 Tbsp flour
1,5 cups heavy cream
0,5 cup sour cream
4 Tbsp milk

“In a porcelain dish which can go into the oven, at least five centimeters deep, lay some tart pastry*, over which you pour the following mixture: two spoons of flour**, half a liter of fresh cream, three whole eggs, salt (…).
Mix the flour with one part of milk, add the salt (…) and, while stirring, incorporate the eggs, one by one, and then the cream.
Put into a hot oven. The tart should be very golden (…).”

* TART PASTRY (original recipe): “(…) prepare the pastry (…) with wheaten flour (…) in the proportions of a third of butter to two thirds of flour; add sufficient water and salt.

** Original NOTE: “(…) Begin by mixing flour to a paste with 2 Tbsp milk. 400° (200°C) oven 25 min.”

Please remember that “The Art of Cuisine” cookbook can be quite tricky to use. “The recipes are given here in their original form, retaining their colour of thought and language. The only modifications are the notes that have been added to facilitate the work of modern food lovers.” That’s why I wrote the original recipe and I had to add at the bottom the original tart pastry recipe, which is not included in this one for the Galiche from Champagne. This tart pastry recipe is nicely hidden somewhere in the text of the book. Therefore I had to add the original note without which the recipe wouldn’t be complete.



YUKO NISHIMURA I PIKNIKOWA TARTA 2w1

Ubóstwiam jadać na dworze. Każda, byle jaka, najmniejsza okazja powoduje we mnie chęć do ucieczki gdzieś. Śniadania zazwyczaj na balkonie. Obiady i kolacje w ogrodzie. A gdy kroi się wypad samochodem, choćby trwający godzinę, – szykuję się i ja. Wpierw sprawdzam czy aby stara zielonkawa torba z moim małym, ale całym, światem jest (nadal/nieustająco) w bagażniku. Torba jakże istotna – połamane widelce, samotny cynamonowy herbatnik (mogący przecież uratować życie! moje oczywiście, w czasie 60-minutowej wyprawy), drewniane noże, kubeczki, deseczka, stara mapa, grająca rolę wyjątkowo eleganckiego obrusu, torebki z solą i pieprzem, saszetki z cukrem, gdyby się jakiś niespodziewany gość pojawił, który cokolwiek słodzi, ewentualnie jakiś koń napatoczył. Aaa, jeszcze papierowe serwetki, które namiętnie zabieram z miejsc wszelakich. Teraz moja prywatna zabawa może się zacząć:

„Ooo! Ten widelec z ….!” – tu pada nazwa miejsca odwiedzonego sto lat temu.

„Pamiętasz tę serwetkę? Z tego małego sklepu z najlepszymi … na świecie!” – Tak, to było milion lat temu, a ja ciągle mam tę p….ą serwetkę???!!! Coś ze mną jest nie tak?!

„Spójrz! Znalazłam najmniejsze z istniejących opakowań z orzechami nerkowca! Skąd my je mamy?!” – chodzi o 4, słownie CZTERY, orzeszki.
– „Z samolotu.” – odburknęła Moja Lepsza Połówka.

Następnie odbywam poszukiwania, zazwyczaj bardzo żmudne ze względu na moją dobrą, aczkolwiek krótką i wybiórczą pamięć, niebieskiej torby na lodowe wkłady. Po kilku godzinach znajduję, rozpoznaję agresywny blue. Układam menu, przygotowuję. Zastanawiam się jak zapakować, bo jednak, cóż, opakowanie w podróży ważnym jest! Któż chciałby groszek zielony wbity w tapicerkę, sos vinegraitte wsiąkający w dywanik, żółte gazpacho na desce rozdzielczej czy mus czekoladowy na bluzce (no może ktoś życzyłby sobie, może w trochę innej sytuacji…może).

Po inspiracje opakowań sięgam (niestety internetowo, nie osobiście) do Japonii, gdzie natknęłam się ostatnio na obłędną Yuko Nishimura. Spójrzcie sami co wyrabia! I co robię potem, pakując tartę 2w1 na piknikową wyprawę.

Tarta 2w1 ma swoje źródło w przepisie Toulouse-Lautrec’a na Galiche de Champagne. W przepisie tym jednak Henryk używa cukru, który ja pominęłam, by mieć piknikową gamę różnorodności – na wytrawnie z podsuszaną szynką i melonem, serem roquefort i orzechami czy pomidorami z czerwoną cebulą i pietruszką. Lub na słodko – ze świeżymi owocami i miodem, z dżemem śliwkowym z rabarbarem lub śliwkami z rumem i słodką śmietaną. Jedna tarta – piknik – START!

TARTA PIKNIKOWA 2w1 (wytrawna i/lub słodka)
oparta na przepisie Toulouse-Lautrec’a „Galiche from Champagne”
2 łyżki mąki
1,5 filiżanka śmietanki
0,5 filiżanki śmietany,
4 łyżki mleka

“Porcelanowe naczynie, mogące być używanym w piekarniku, minimum na 5 cm głębokie, wyłożyć ciastem do tarty. Wlać na nie miksturę : 2 łyżki mąki**, pół litra śmietan, 3 jajka, sól (…)
Wymieszać mąkę z mlekiem, dodać sól (…) i, nieustająco bełtając, wbić jajka, jedno po drugim, a na końcu wlać śmietany.
Wstawić do nagrzanego piekarnika. Tarta powinna być złocista (…).”

* CIASTO NA TARTĘ (przepis oryginalny TL) – „(…) przygotuj ciasto, używając pszennej mąki (…) w następujących proporcjach: jedna trzecia masła i dwie trzecie mąki; dodaj wystarczającej ilości wody i soli.”

** NOTATKA – “(…) Rozpocząć od wymieszania mąki z 2 łyżkami mleka. Piec w 400° (200°C) przez 25 min.”

Trzeba pamiętać, iż książka “The Art of Cuisine”, z której wzięłam przepis, może sprawiać trudności bądź niespodzianki kucharzowi. Na obwolucie można przeczytać: “Przepisy podane tutaj są w ich oryginalnej formie, z zachowaną kolorystyką i językiem. Jedyne modyfikacje zostały umieszczone w notatkach, by ułatwić życie miłośnikom gotowania.” Dlatego więc umieściłam oryginalny przepis z adnotacjami, dotyczącymi przepisu na ciasto na tartę, który znajduje się w zupełnie innym miejscu książki, sprytnie ukryty między zdaniami. Dodałam też notatki, by przepis był kompletny.

eng