About sleeping on the floor, luxury and New Year

above / powyżej: on the right of the photo / po prawej stronie zdjęcia -TOULOUSE-LAUTREC “LA CHARETTE ANGLAISE / CARRIAGE WITH DOG” lithograph / litografia, 1897; photo / foto by Cuisine And Art 2014


pl

Being on a trip means sleeping in different houses, homes, flats, apartments and beds. This time however I’m sleeping almost on the floor. To be exact, on an inflatable mattress with holes, which I have to pump up every half hour or so. At the beginning of the night I try to do it, but after a few times I just sleep on an uninflatable mattress skin, under a mink duvet! And above my head, hanging on the wall, there is an original lithograph by Toulouse-Lautrec!!! What luxury!!!

HAPPY  NEW  YEAR  TO ALL OF YOU!!! ENOJOY EVERY MINUTE OF YOUR LIVES!!!



O SPANIU NA PODŁODZE, LUKSUSACH I NOWYM ROKU

Łóżko jedno, drugie, dziesiąte. Żadne moje. Mieszkanie piętnaste, dom trzeci. Nie moje. Spanie pod kocem, pod pierzyną lub bez. Na sienniku, ziarnku grochu, ogromnym łożu lub dziurawym dmuchanym materacu, ale pod narzutą z norek i najprawdziwszym Toulouse-Lautrec’iem na ścianie (dzisiaj)! Zadziwiające różnorodności tego świata. Magiczne niekiedy sny. Orły nocne na środku skrzyżowań zaśnieżonych. Korytarze dworców i lotnisk. Kilometry połykane wręcz.

Dziękuje wszystkim moim gospodarzom za tak ciepłe przyjęcia mojej osoby, za karmienie mnie i pojenie! Szczęśliwego Nowego Roku!

eng

 

About being different (soup)

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

This is a story about a soup with Indian origins. There are thousands of recipes for it. Millions! Trillions even! Never ending numbers! Every hostess has one a little different. Every chef has made his own few changes. Every mulligatawny soup is different and this is what I love about it!

This is my second version of this soup. The first you can find here.

My cuisine depends on two things: my garden and what I have in my fridge and larder. I really really don’t like to follow recipes, I love them to read (my obsession is buying cookbooks), I love them to inspire me. But often I don’t have this or that ingredient, so I need to take this and change it for that. I don’t have that, so I have to replace it with this. And so on and so on. Sometimes at the end of the day the final dish doesn’t resemble the original recipe. And this is the most beautiful part of cooking for me!

The first mulligatawny soup I made was for Henri’s 150th birthday in La Menuiserie. Knowing that there would be one vegan lady there, I didn’t use chicken, which is in Henri’s recipe. According to the book there are only a few ingredients, generally potatoes and onions, plus curry powder. With chicken of course, which I didn’t use that day. So it was really a basic soup, warm and cozy. I blended it to be a cream-soup and it worked great.

Today in the fridge I found some Christmas’s leftovers – tender pieces of turkey with stuffing. I hate to throw away any food, I try to use absolutely everything. I prefer to have an almost empty fridge rather than one full with food which I know will be not used. After adding turkey, I decided to add a few more ingredients to make this soup even richer.

MULLIGATAWNY SOUP NR2 WITH YOGHURT AND BLACK PEPPER
(inspired by Toulouse-Lautrec and Joyant)

– chicken stock/turkey stock/any stock (I used gravy from Christmas plus water)
– water
– 1/2kg potatoes
– 1 big onions
– 1 carrot
– 1 red chili
– 2 large tbs curry powder
– 2 bay leaves
– 1 large tbs of tomato paste
– yoghurt
– black pepper
– olive oil

Put the pan on the fire, add some olive oil. When it is hot put in the bay leaves and curry powder. Mix it. Add peeled and finely chopped onions, carrot, chili and potatoes. Mix them with the olive oil and curry powder. Add the stock, water if needed, and the tomato paste. Put on a small flame and let it cook gently. When the veg is cooked, taste it (always always taste everything that you cook!), add salt if needed. Before serving throw in the small pieces of turkey.

Serve with a dollop of good quality yoghurt and freshly ground black pepper. Enjoy and create your own mulligatawny soup!



O BYCIU INNYM LUB INNĄ (ZUPĄ)

Przepis na zupę mulligatawny ma korzenie indyjskie. Tysiące korzeni. Miliony. Czy tryliony nawet. Każda szanująca się pani domu ma własną sekretną recepturę, różniącą się od jej bliżej lub dalszej sąsiadki. Mój przepis (jest to przepis nr2, nr1 znajduje się tutaj) oparty jest na kilku ograniczeniach, z którymi związane jest moje gotowanie.

Mimo uzależnienia od książek kucharskich i kupowania wciąż nowych, nie jestem w stanie śledzić jota w jotę zawartych w nich przepisów. Muszę, po prostu muszę zmienić przynajmniej jedną rzecz, jeszcze lepiej kilka. A najlepiej potraktować po prostu przepis jako materiał wyjściowy, inspirację jedynie. Mieszkam na wsi, daleko od sklepu, i mam własny ogród warzywny. Jesienią robię kilkaset słoików przetworów. I to te produkty są moją bazą kuchenną. Jestem więc wyjątkowo elastyczna w zamienianiu składników. Nie mam tego, ale mam tamto. Brakuje mi czegoś, ale w ogrodzie znajduję coś innego. Projektuję moje gotowanie na miarę, jak krawiec projektuje suknię. Zdarza się więc, iż finalne danie, przygotowane przeze mnie, w najmniejszym nawet stopniu nie przypomina swego źródła (przepisu).

Pierwszy raz zupę mulligatawny zrobiłam na 150. urodziny Toulouse-Lautec’a, na przyjęcie w La Menuiserie. Wiedząc, że będzie tam pewna dama-weganka, odrzuciłam henrykowego z przepisu kurczaka i oparłam całość potrawy na ziemniakach, cebuli oraz curry. Zupa była prosta, zgrzebna i znakomita! (można ją znaleźć tutaj)

Dzisiaj jednak żadnej weganki wokół mnie nie było, ani nawet wegetarianina. Były natomiast resztki świąteczne w lodówce, w rolę których wcielił się nadziewany indyk. A że nie wyrzucam jedzenia, to i o resztki zadbać postanowiłam. Skoro już indycze skrawki miały się pojawić, pole do popisu stawało się większe i większe. Dodawanie składników rozpocząć mogłam! A to napatoczyła się samotna papryczka chili. A to resztka przecieru pomidorowego w szafce na dnie odnaleziona. A to marchewka schowana wśród ziemniaków. Doskonała okazja! Wyborna!

ZUPA MULLIGATAWNY NR2 Z JOGURTEM I CZARNYM PIEPRZEM (inspiracja: Toulouse-Lautrec, Joyant)

– bulion kurzy/indyczy/jakikolwiek
(ja użyłam resztki sosu z pieczonego świątecznego indyka, wymieszanego z wodą)
– 1/2 kg ziemniaków
1 duża cebula
– 1 marchew
– 1 mała papryczka chili
– 2 łyżki curry
– 2 liście laurowe
– 1 duża łyżka przecieru pomidorowego
– jogurt
– pieprz
– oliwa z oliwek

Do gorącego garnka wlać niewielką ilość oliwy z oliwek, wrzucić liście laurowe i curry. Podsmażyć krótką chwilę do momentu uwolnienia aromatów. Pomieszać. Dodać obraną, pokrojoną cebulę, marchewkę, chili i ziemniaki. Wlać bulion, jeśli to potrzebne – dolać wody. Gotować na małym ogniu. Kiedy warzywa będą miękkie, spróbować (zawsze, zawsze próbować!), doprawić, jeśli trzeba. Zupę podawać z jogurtem i świeżo zmielonym pieprzem.

Ja swoją zaserwowałam z resztkami indyka. Wy możecie podać z kurczakiem, smażoną cukinią, prażonymi pestkami dyni, czy czymkolwiek na co macie ochotę! Bądźcie kreatywni! Stwórzcie własną niepowtarzalną wersję mulligatawny!

eng

 

About happiness and wishes

above / powyżej: by SERAFIN for CUISINE AND ART

pl

This is a real story, it happened to me few weeks ago. I was there, I saw her and I heard her. She gave me a great moment of happiness and I hope she will enjoy her Christmas and New Year! All the best to all of you! Enjoy every minute of your life! Calm down and observe the world! Don’t rush! Breathe!



O BYCIU SZCZĘŚLIWYM I ŻYCZENIACH

Oto prawdziwa historia, która przytrafiła mi się kilka tygodni temu na jednym z lotnisk Królowej.

Zgodnie z własną tradycją, raz do roku udaję się do jednego z fast food’ów (tym razem do przybytku Króla), by cierpieć i upewnić się, że nieustająco nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. A lotnisko to świetne wręcz miejsce do wszelkich wybryków natury człowieczej. To miejsce idealne, wycinające z kontekstu żywoty przylatujących i odlatujących, którzy nagle przestają mieć wpływ na cokolwiek. Są najzwyczajniej uziemieni.

Usiadłam na krzesełku prawie barowym i wbiłam zęby w krwawe mięsiwo, lub coś co mięsiwo przypominało. Obserwowałam ludzi, udających się z lewa na prawo i z prawa na lewo, siedzących, stojących, kupujących, dzwoniących, piszących, jedzących i robiących te wszystkie inne rzeczy, które na lotniskach się robi. Zawsze zastanawiam się dokąd oni zmierzają. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie, w me myśli wtargnął śpiew. „Don’t worry, I’m happy” – usłyszałam. Damski głos zmienił tekst z piosenki, gdzie nakaz „Nie martw się, bądź szczęśliwy”, został zastąpiony prostym stwierdzeniem „Nie martw się, jestem szczęśliwa”. Dama o srebrnych włosach nuciła radośnie, sprzątając stoliki, usuwając resztki zimnych tłustych frytek i wycierając kałuże słabej lurowatej kawy. W szarym garniturku poprawiała papierowe korony, kuszące dziatki do przybycia właśnie tutaj. Po jej akcencie poznałam, że pochodzi z południowej krainy. Z krainy słońca, plaż i błękitu nieba. I swoją radością życia zaraziła mnie od razu! Wizyta w fast food’owym przybytku przeobraziła się w magiczne, mistyczne prawie, przeżycie. Bo przecież nie chodzi o to, co robimy, czym się zajmujemy, ale o to czy jesteśmy szczęśliwi, czy to daje nam frajdę.

Najlepszości w Nowym Roku! Uważności! Zatrzymania się, choćby na chwilę, i głębokiego oddechu! Słońca i radości życzę!

eng

 

About packaging, a funeral and non-recommended food

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

Thinking about Christmas, which with Mother we just call The 25th December, I was running slowly, trying to move all my body after eating chocolates, cakes, cookies, creams, ice-creams, chips, pizzas, pastas and god knows what else. So, I was moving my body slowly, in this 25th Dec’s mood, and suddenly I was surrounded by a funeral. The most beautiful I have ever seen. Four black horses, a gorgeous carriage with white flowers saying “husband” and “dad”. A silver limousine at the front and two other silver limousines at the back. Unfortunately the procession was faster than me, so I started to run faster. And faster. And faster. The pure beauty of life (and death). And the pure packaging too.

Once more time packaging! I always thought that it doesn’t concern me. That, as a graphic designer and photographer, I know these tricks and I know that the packaging should not be important to me. But sometimes it is. Today’s funeral was just beautiful, thanks to these horses, carriage, flowers and limousines. The same things with presents, which you are wrapping just now. The same with everything, including every woman putting make-up on before going out. Including every man putting on socks without holes for his first rendezvous. And including food, of course.

Are you hungry?!

I found these beauties two days ago in a toilet, as you would expect. I found them rather attractive, but perhaps because I’m addicted to any kind of papers, cartons, cardboard boxes and so on. Elegant shape, nice typography. I enjoyed how they looked, even without using them. And if I did not speak English, possibly I wouldn’t even know for what they serve. But I speak (my) English and I knew for what I could use them:

A DELECTATION OF THE LIMOUSIN (inspired by Toulouse-Lautrec, Joyant)

– pinch of sea salt
– 3 tbl spoons of water
– 4 organic eggs
– 200ml milk
– 5 tbl spoons flour
– 50g melted butter

Mix salt with water. Add eggs and beat them well. Add flour and butter. Mix. The mixture should be really light, almost like pancake batter.
Heat the oven to 180C. Pour the mixture into a pre-greased mold. Bake for about 40 minutes. Serve warm.
You can make them savoury or sweet, adding ingredients as you wish (i.e. apples and sugar or blue cheese and herbs).

Toulouse-Lautrec wrote that he didn’t recommended this recipe for the modern taste. But hey! It was more than 100 years ago! In 2014 and for 2015, with my modern taste, I recommend this small lovely thing from the Limousin (France) which is so similar to Yorkshire pudding (UK).

But first – don’t forget to bring the special paper bag!



O OPAKOWANIU, POGRZEBIE I NIEREKOMENDOWANYM JEDZENIU

Rozmyślając o Bożym Narodzeniu, które z Szanowną Rodzicielką nazywamy Dniem 25. Grudnia, powolutku biegłam, starając się zmusić własne ciało do jakiegokolwiek wysiłku po jedzeniu tych wszystkich czekolad, czekoladek, ciast, ciasteczek, bitych śmietan, batoników, rogalików, pralin, pralinek, lodów, śmietan, kremów, makaronów, pizz i bóg wie czego jeszcze. W każdym razie biegłam powolutku, toczyłam się nieśmiało w tym świątecznym nastroju. Nagle zostałam otoczona przez pogrzeb. Najpiękniejszy jaki kiedykolwiek w życiu widziałam! Cztery zaczarowane czarne konie. Zaczarowana dorożka. Zaczarowany dorożkarz. Białe kwiaty, ułożone w napisy „mąż” i „tata”. Srebrna limuzyna na przodzie i dwie z tyłu orszaku. Niestety kondukt żałobny był szybszy ode mnie. Zaczęłam więc biec żwawiej. Żwawej. I żwawej. Ot piękno życia (i śmierci). I piękno sposobu opakowania (wszystkiego, łącznie z szacownym nieboszczykiem).

Znowu ten temat! Opakowanie! Zawsze sądziłam, że mnie nie dotyczy. Że ja, jako grafik i fotograf, znam te sztuczki, te numery, że opakowania nie są dla mnie czymś ważnym i istotnym. Niestety czasami są. Tak jak i dzisiejszy pogrzeb. Bo czymże on był jak nie piękną formą opakowania zmarłego? Te konie, dorożka, kwiaty i limuzyny… Przecież rzecz ma się identycznie z prezentami, które zapakowaliście właśnie, by włożyć pod choinkę. Tak samo z makijażem, bez którego wiele kobiet nie wyjdzie z domu. Z ubraniem skarpetek bez dziur na pierwszą randkę przez niego. I z jedzeniem, oczywiście.

Jesteś głodny?

Znalazłam te ślicznotki w toalecie, jak można przypuszczać, dnia wczorajszego. Wydały mi się atrakcyjne. Może dlatego, iż jestem uzależniona od wszelkiego rodzaju papierów, papierków, kartonów, pudeł i pudełek? Ładnie zaprojektowane, zgrabne, z dobrym liternictwem. I gdybym nie mówiła po angielsku, mogłabym nie wiedzieć do czego służą. Ale wiedziałam i postanowiłam dać im zupełnie inne zadanie – rozkoszne wręcz.

ROZKOSZ Z LIMOUSIN (inspiracja: Toulouse-Lautrec, Joyant)

– szczypta soli
– 3 łyżki wody
– 4 jajka
– 200 ml mleka
– 5 łyżek masła
– 50 g stopionego masła

Rozpuścić sól w wodzie. Dodać jajka i wszystko ubić razem. Dodać mąkę i masło. Wymieszać. Masa powinna mieć konsystencję ciasta naleśnikowego.

Nagrzać piekarnik do 180°C. Wlać ciasto do foremek wysmarowanych uprzednio tłuszczem. Piec przez około 40 minut. Najlepiej podawać ciepłe.

Danie (przekąskę?) można przygotować na wytrawnie lub słodko, dodając ulubione składniki (np. jabłka z cukrem lub ser Roquefort z ziołami).

Toulouse-Lautrec napisał , iż nie poleca „rozkoszy” w ówczesnych czasach! Nie polecać rozkoszy?! Ja w czasach dzisiejszych, ponad sto lat później, stanowczo polecam! Rekomenduję z głębokim przekonaniem i wiarą te niewielkie pyszności z francuskiego Limousin, które są jakże podobne do angielskiego Yorkshire pudding.

I najważniejsze – nie zapomnij o opakowaniu!

eng

 

About bread which gives you a thirst

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

How to force somebody to drink alcohol, if the goldfish in the carafe doesn’t work? Henri knew how and he practiced it regularly, not wanting anybody to drink water. Drink wine! Save water!

CHEESE BREAD TO GIVE YOU A THIRST
(inspired by Toulouse-Lautrec, Joyant)

– 120g flour
– 75g grated Parmesan
– 1 coffee spoon of yeast
– 75g butter
– 1 organic egg yolk
– turmeric
– smoked paprika

Mix the flour with the cheese and turmeric. Put yeast into the warm water and let it dissolve. Mix it all together. After that add butter and egg yolk (leave a little of the yolk to glaze). Knead it well. Lay out the pastry, cut into small rounds. Glaze with the rest of the yolk, sprinkle with smoked paprika.

Put into the preheated oven (170°C fan or 180°C without the fan) for about 15 minutes. You can store them a few weeks in a tin.

And here is the bread which does NOT give you a thirst (from the B-day party at La Menuiserie):




O CHLEBIE, KTÓRY PRZYNOSI PRAGNIENIE

Jak zmusić kogokolwiek do picia alkoholu, jeśli numer z karafką ze Złotą Rybką nie działa? Henryk doskonale wiedział jak i regularnie korzystał z tej wiedzy. Nie chciał przecież, by ktokolwiek zajmował się piciem wody! Pijcie wino! Oszczędzajcie wodę!

CIASTECZKA SEROWE, PRZYNOSZĄCE PRAGNIENIE
(inspiracja: Toulouse-Lautrec’ i Joyant)

– 120 g mąki
– 75 g startego parmezanu
– 1 łyżeczka drożdży w proszku
– 75 g masła
– 1 żółtko
– kurkuma
– wędzona papryka w proszku

Wymieszać mąkę z serem i kurkumą. Rozpuścić drożdże w letniej wodzie. Wymieszać wszystko razem. Dodać masło i żółtko (zostawić odrobinę, by posmarować ciasteczka). Zagnieść ciasto dokładnie. Rozwałkować, wyciąć niewielkie kółeczka. Posmarować resztką żółtka, posypać wędzoną papryką.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C (lub 170°C z termoobiegiem) przez około 15 min.

Ciasteczka serowe doskonale nadają się do przechowywania przez kilka tygodni w szczelnym pojemniku.

A na zdjęciu powyżej (drugie od góry) przykład chleba, który NIE przynosi pragnienia (z urodzinowego przyjęcia w La Menuiserie).

eng

About non-existent flour, Christmas and Toulouse-Lautrec Fruit Cake

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

Henri wrote: “In an English grocery store get yourself some Cakeoma flour.” First of all – the nearest English grocery store is a few hours from my house. Second problem – Cakeoma flour doesn’t exist any more. Henri! I hope you’ll be happy eating cake made from regular flour and seeing a beautiful design for your favorite Cakeoma flour, which I found on the internet (perhaps you’ll learn something about the internet Henri?).

This is a beautiful recipe- a cake with English influence. Great for Christmas time and you can make it weeks before! I made two Fruit Cakes – the first based 100% on TL’s recipe, where you need to soak raisins in alcohol before adding them to the pastry. And the second one inspired by his recipe, but in my own way.

FRUIT CAKE (inspired by Toulouse-Lautrec, Maurice Joyant)

– 400g flour
– 200g butter
– pinch of pink Himalayan salt
– 250ml (or even more) milk
– 2 organic eggs
– 400g raisins
– zest and juice from 2 oranges

Make a dough with the flour, salt and butter till you obtain small crumbs. Let it rest for at least half an hour. Add milk, eggs, orange juice, raisins and orange zest. Mix it well. You should have a consistency similar to the batter for American pancakes. Put it into a mold and bake in a preheated oven 180°C degrees for about 1.5 hours.

When it cools down you need to hide this cake and try to add to it every day a little of your favorite alcohol (I used rum). This cake is very very heavy, you could kill somebody with it, so please remember – slice it thinly and serve with sour cream, mixed with icing sugar and grated tonka beans (if you don’t add alcohol to the cake you can add it to the cream, and some orange zest too).



O NIEISTNIEJĄCEJ JUŻ MĄCE, BOŻYM NARODZENIU I KEKSIE

Henryk napisał: „W angielskim sklepie kup mąkę.” Po pierwsze – najbliższy sklep angielski znajduje się co najmniej kilka godzin ode mnie. Po drugie – mąka „Cakeoma” już nie jest produkowana. Henryku! Mam nadzieję, że będziesz zadowolony z mojego keksu ze zwykłą mąką i użycia grafiki z Cakeomy, którą znalazłam w internecie (może przy okazji nauczysz się czegoś o samym internecie Henryku?).
Oto cudowny przepis z pewnością zainspirowany kuchnią brytyjską. Wspaniały na Boże Narodzenie, szczególnie, że możesz upiec ciasto kilka tygodni przed. Ja upiekłam dwa – pierwsze dokładnie według przepisu TL (gdzie rodzynki należy namoczyć w alkoholu przed wymieszaniem z ciastem). W drugim cieście przepis uznałam jedynie za twórczą inspirację.

KEKS – „Fruit cake” (inspiracja: Toulouse-Lautrec, Joyant)

– 400 g mąki
– 200 g masła
– różowa sól himalajska
– 250 ml (lub więcej) mleka
– 2 jajka
– 400 g rodzynek
– skórka i sok z 2 pomarańczy

Zrobić ciasto, mieszając mąkę, sól i masło do uzyskania „kruszonki”. Odstawić na minimum ½ godziny. Dodać mleko, jajka, sok pomarańczowy, rodzynki i skórkę pomarańczową. Wymieszać dokładnie (uzyskana masa powinna mieć konsystencję ciasta na placki z jabłkami). Wlać ją do formy i piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 1,5 godz.
Kiedy ostygnie, należy je bardzo dobrze ukryć i próbować dodawać każdego dnia troszkę ulubionego alkoholu (ja dodałam rumu). Keks jest bardzo ciężki, taki, że można byłoby nim kogoś zabić, trzeba więc go kroić bardzo cienko. Podawać z kwaśną śmietaną, wymieszaną z cukrem pudrem i startymi ziarnami tonka (jeżeli się nie dodało alkoholu do ciasta, można go dodać do śmietany, jak również i skórkę pomarańczową). Smacznego!

eng

 

About goldfish, water and how not to drink

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

Henri always remembered to be a perfect host. Always he put on the table not only white wine, but also red and rose. Not only pastis, but also ricard. Not only rum, but also a rum punch. Not only port, but also muscovado. Not only cognac, but brandy too. Not only champage, but prosecco too. At the end of the day – not only alcohol, but water too. Not only pure water, but water with Goldfish (that his guests would not drink this terrible thing – water).

WATER WITH GOLDFISH

– water,
– carafe or bottle – your choice,
– plastic goldfish (to be at peace with the underwater world), preferably found in the Mediterranean Sea

Pour the water into the carafe/glass/whatever you choose for the liquid. Place the goldfish slowly and carefully into the vessel. Put on the table and enjoy!



O ZŁOTEJ RYBCE, WODZIE I O TYM JAK NIE PIĆ

Henryk zawsze pamiętał jak być perfekcyjnym gospodarzem. Zawsze na stół stawiał nie tylko białe wina, ale i czerwone oraz różowe. Nie tylko pastis, ale i ricard. Nie tylko rum, ale i poncz. Nie tylko porto, ale i muscat. Nie tylko koniak, ale i brandy. Nie tylko szampan, ale i prosecco. I w końcu – nie tylko alkohol, ale i wodę. Nie samą jednak, lecz ze Złotą Rybką (która miała spowodować, żeby goście nie pili czegoś tak okropnego i nudnego jak woda).

WODA ZE ZŁOTĄ RYBKĄ

– woda
– karafka lub butelka – do wyboru
– plastikowa Złota Rybka (by pozostać w zgodzie i z szacunkiem z podwodnym światem przyrody),
najlepiej znaleziona gdzieś w falach Morza Śródziemnego


Wypełnić naczynie wodą. Powolutku i ostrożnie wpuść do niego Złotą Rybkę. Postawić na stole. Zaprosić gości!

eng

 

About arsenic, beer and a healthy dessert

above / powyżej: RUM TART / TARTA RUMOWA by CUISINE AND ART; label / naklejka: R.C.Mathewson, Druggist, Boonville, Ind.


pl

First of all I needed to learn how to ignore TL’s recipe for the rum tart. It was a disaster, absolute waste of ingredients and time. After this hard ignoring process I could start the most important part – drinking my favorite beer – Belgian Duvel. It went well. So well that I needed to move the whole process of cooking for the day after.

“RUM TART” by Serafin (inspired by Toulouse-Lautrec, Joyant)

– 800ml condensed sweet milk (cooked 1.5 h in tins, submersed in water)
– 1 cup of rum
– water

As a Polish generous hostess the first time I added too much rum and everything curdled. I wasted good old rum the second time as well! I couldn’t allow myself to waste it any more! And I didn’t. I just added not so much rum to plenty of cooked condensed milk and at the end I added some water. But, of course, not too much!
On the end of the day this is the recipe for a tart, so I made some shortbread biscuits to be part of the party too. Enjoy! Enjoy the Duvel! Enjoy the rum!



O ARSZENIKU, PIWIE I ZDROWYM DESERZE

Po pierwsze i najważniejsze – zdecydowałam się zignorować przepis TL na tartę rumową. Okazała się totalną porażką, stratą czasu, materiałów i energii. Po tym jakże ciężkim procesie ignorowania receptury w końcu mogłam rozpocząć uroczą część dnia i napić się mego ulubionego belgijskiego piwa Duvel. Ta czynność szła mi nader dobrze. Tak dobrze, że plan związany z gotowaniem byłam zmuszona przełożyć na dzień następny.

TARTA RUMOWA SERAFINA (inspiracja – Toulouse-Lautrec, Joyant)

– 800 ml skondensowanego słodzonego mleka (gotowanego w zamkniętej puszce, zanurzonej całkowicie w wodzie przez 1,5 godz.)
– 1 filiżanka rumu
– odrobina wody

Jako hojna polska gospodyni, za pierwszym razem dodałam za dużo (o wiele za dużo!) alkoholu i wszystko zważyło się. Straciłam więc po raz drugi drogocenny rum (pierwszy raz był, kiedy próbowałam upiec tartę zgodnie z przepisem)! Nie mogłam sobie pozwolić na więcej strat! I nie pozwoliłam. Dodałam powolutku nie tak wiele rumu do ogromnej ilości skondensowanego, ugotowanego i przestudzonego mleka. Na końcu dodałam odrobinę wody, by uzyskać odpowiednią konsystencję. I upiekłam kruche ciasteczka, by stanowiły zgrabną całość i przypominały trochę bardziej tartę samą w sobie. W sam raz na imprezę! Świętujmy! Świętujmy Duvel, świętujmy rum!

eng

 

About squirrels, a saint on the grill, Jamie and Jimmy

above / powyżej: CUISINE AND ART


pl

I’m afraid I’m not going to follow all recipes from the book “Art and cuisine”. Some of them are quite difficult to achieve…

SAINT ON THE GRILL

“With the help of the Vatican try to procure for yourself a real saint.
Treat him as St. Lawrence was treated on August tenth, a.d. 258.
When you have whipped him, lay him on the grill over a big bed of charcoal.
Like his predecessor, if he is a real saint, he himself will ask to be turned over in order to be grilled to a turn on both sides.”

St Lawrence from the Queen Mary Psalter Royal MS 2 B VII f 261 r / Św. Wawrzyniec z Psałterza Królowej Marii; from/z: https://blogs.bl.uk/digitisedmanuscripts/2014/08/happy-st-lawrences-day.html

Saint on the grill?! Henri suggested to ask the Vatican to help, but to be honest, I’m pretty sure the Vatican will not give me a saint! Especially to grill him! No way!

SQUIRRELS

“Having killed some squirrels in autumn, skin them the same day and empty them. Roll them up in a piece of lard and let them brown with some good quality butter in a copper saucepan. When they are a good golden color, salt them, cover, and let them cook on a very gently fire. One must use no spice of any kind which might entail the risk of taking away from the animal its exquisite nutty flavor.”

Squirrel / Wiewiórka; Text, Hours of the Virgin, Lauds; from / z: The Morgan Library & Museum

Exquisite nutty flavor?! Squirrels?! I haven’t seen any squirrels around my house for years! So I decided to go abroad. More than 1000 km. I wanted to be professional and I hired Poppy – The Greatest Hunting Dog. With success! Here is the proof:

P.S. And if you still have doubts… I’m sure you know Jamie Oliver and his mate Jimmy Doherty. Perhaps you are familiar with their programme “Jamie and Jimmy’s Friday Night Feast”? They have been cooking squirrels there!!! Yes, they have! Jamie and Jimmy made a squirrel pies. Let’s watch it:

jamie-and-jimmy-squirrels
Channel4 Jamie and Jimmy’s Fri Night


WIEWIÓRKI, ŚWIĘTY NA GRILLU, JAMIE I JIMMY

Obawiam się, że nie jestem w stanie korzystać z dóbr wszelakich Toulouse’owej księgi. Ze strachem czytam niektóre przepisy i nie wyobrażam sobie w jaki sposób mogłabym z nich korzystać.

ŚWIĘTY NA GRILLU

„Z pomocą Watykanu spróbuj zdobyć jakiegokolwiek świętego, byleby był on prawdziwym. Potraktuj go jak potraktowano Świętego Wawrzyńca 10. sierpnia AD 258. Kiedy go już obijesz batami, połóż na kracie grillowej nad rozgrzanymi węglami. Jeśli jest prawdziwym świętym, to tak jak jego poprzednik – Wawrzyniec, sam zwróci się do ciebie z prośbą o obracanie go w celu równomiernego upieczenia.”

St Lawrence being martyred on the gridiron, watched by a sympathetic marginal character, from the Dunois Hours, France (Paris), c. 1339 – c. 1450, Yates Thompson MS 3, f. 273v / Św. Wawrzyniec na grillu; from / z Mediva Manuscripts blog

Grillować Świętego?! Henryk sugerował, by o pomoc poprosić Watykan, ale bądźmy szczerzy – jestem prawie pewna, że nawet Watykan świętego na gril mi nie wyda! Ani w żadnym innym celu. Nie ma mowy!

WIEWIÓRKI

„Zabiwszy kilka wiewiórek jesienną porą, oskalpuj je tego samego dnia i wyczyść z wnętrzności. Zawiń ich mięso w słoninę. Rozgrzej miedziany gar, wrzuć do niego dobrej jakości masło. Podsmaż wiewiórki na złoto, posól i duś na małym ogniu. Nie używaj żadnych przypraw, gdyż ryzykowałbyś utratą wykwintnego orzechowego posmaku!”

Wykwintnego orzechowego posmaku?! Wiewiórki?!
Nie widziałam ani jednej wiewiórki w okolicy mego domu. Postanowiłam więc wybrać się w podróż. Daleką. Ponad tysiąc kilometrów. Chciałam zachować się jak najbardziej profesjonalnie. Zatrudniłam więc do czarnej roboty Poppy – Wybitnego Łowczego Psa. Z sukcesem! Oto i dowód 
(zdjęcie Psa powyżej)!

P.S. A jeśli ciągle masz wątpliwości, jeśli nie wierzysz Henrykowi ani mnie, to może uwierzysz Jamie’mu? Tak, Jamie Oliver i Jego kumpel Jimmy Doherty w programie „Jamie and Jimmy’s Friday Night Feast” przyrządzają wiewiórcze „pies”. Zobacz jak (link powyżej)!

eng

 

About 3 artists, 5 pixies and 1 soup

above / powyżej: 1st & 3rd image from the left / 1. & 3. od lewej – JEFF MIDGHALL “UNTITLED DIPTYCH / DYPTYK BEZ TYTUŁU”


pl

Henri Toulouse-Lautrec loved to invite guests to his dinners. Normally he preferred to invite no more than 8 guests. Then he could easily not only cook, serve, talk, laugh, eat, drink, drink, drink and one more time – drink. He could draw them, he could make some sketches. All at once, he could have everything he wanted, everything he dreamed about.

SOUP FOR 5 PIXIES (Mulligatawny soup nr1)
(inspired by Toulouse-Lautrec and Joyant)

– 1 kg potatoes,
– 1 kg onions,
– 50 g of butter,
– olive oil,
– chicken stock,
– 3 bay leaves,
– 4 tbs. of curry powder,
– salt – if needed.

Put into a saucepan, olive oil and butter. Add bay leaves, then curry powder. Chop the onions finely and let them cook until they are a beautiful golden colour. Add sliced potatoes. Mix well. Pour on the chicken stock and let them cook slowly. Taste. Add salt if needed. Blend until the soup is smooth and creamy.

P.S. Mulligatawny soup’s recipe nr2 is here.



O 3 ARTYSTACH, 5 KRASNOLUDKACH I 1 ZUPIE

Henri Toulouse-Lautrec ubóstwiał spraszać gości na nietypowe kolacje. Ale niezbyt wielu gości. Zazwyczaj nie więcej niż ośmiu. Wtedy mógł bez problemów gotować, serwować, rozmawiać, żartować, śmiać się, rysować, szkicować, pić, popijać, napić się, zaproszonych rozpijać. Wtedy mógł wszystko. Wszystko o czym zamarzył.

ZUPA DLA 5 KRASNOLUDKÓW
(zupa Mulligatawny nr1; inspiracja: Toulouse-Lautrec, Joyant)

– 1 kg ziemniaków
– 1 kg cebuli
– 50 g masła
– oliwa z oliwek
– bulion kurzy
– 3 listki laurowe
– 4 łyżki curry w proszku
– sól (jeśli potrzebna)

Wlać do rozgrzanego garnka trochę oliwy i masło. Dodać listki laurowe i curry. Posiekać cebulę i podsmażyć aż będzie pięknie złocista. Pokroić ziemniaki w nieduże kawałki, wrzucić do garnka, wymieszać. Gotować na małym ogniu, aż ziemniaki będą ugotowane, a zupa będzie gładka, o prawie kremowej konsystencji. Można zmiksować.

P.S. Drugi przepis na tę zupę znajduje się tutaj.

eng

 

About pixies, squirrels, goldfish and other guests in Toulouse-Lautrec Birthday party

above / powyżej: PAWEŁ BŁĘCKI “TEMPORARY DENSITY OF MATTER” / “TYMCZASOWE ZAGĘSZCZENIE MATERII” from / z: www.pawelblecki.com


pl

Once upon a time small baby Henri grow up. He just turned up 150 years. As a good neighbour (in this role – Me) I decided to organize his B-day party. Red Haired Lady J. was agree to celebrate it in her amazing and full of mysteries place called La Menuiserie, which means no more no less that The Carpentry. It couldn’t be better place for Henri and his guests! It couldn’t be better place to eat some squirrels, to drink with a goldfish and to sit next to 5 pixies!

MENU
Soup for five pixies
Squirrel with almond
Poison-arsenic
Fresh water with goldfish

Cuisine And Art at La Menuiserie 2014 photo by Jovite Decourlon
Cuisine And Art at La Menuiserie 2014 photo by Jovite Decourlon

Fri 28th Nov 2014, 20.30 pm, La Menuiserie, 14 rue du 11 Novembre, 12000 Rodez (F)

Cuisine And Art at La Menuiserie 2014 photo by Cuisine And Art


O KRASNOLUDKACH, WIEWIÓRKACH, ZŁOTEJ RYBCE I INNYCH GOŚCIACH

Mały Henryk rósł, rósł, aż urósł. Właśnie skończył 150 lat i ja, jako dobra sąsiadka, postanowiłam urządzić Urodzinową Balangę. Czerwonowłosa Lady J. uprzejmie zgodziła się na świętowanie w jej Starej Stolarni (La Menuiserie). Nie mogłoby być lepszego miejsca na całym globie, by uczcić Henrykowe 150 lat! By skonsumować kilka wiewiórek, napić się wody ze złotą rybką czy zasiąść w towarzystwie 5. krasnali!

MENU

Zupa dla 5. krasnali
Wiewiórka w migdałach
Trucizna-arszenik
Woda ze ze złotą rybką

Cuisine And Art at La Menuiserie 2014 photo by Jovite Decourlon
Cuisine And Art at La Menuiserie 2014 photo by Jovite Decourlon
eng

 

Happy birthday Mr Toulouse-Lautrec!

happy-bday-big-photo-podpis
pl

 

This is the story about 2 artists, 2 passions, 2 birthdays, 150 years and 6 kilometers apart:

Artist #2 – Me

Passion #1 – Art

Passion #2 – Food

Birthday #1- 24th November 1864 – TL’s B-day

Birthday #2 – 24th November 2014 – this blog’s B-day

150 years – from 24th Nov 1864 till today

6 km – from Château du Bosc to my house


STO LAT PANIE TOULOUSE-LAUTREC!

Oto historia o 2. artystach, 2. pasjach, 2. urodzinach, 150. latach i 6. km pomiędzy:

Artysta #1 – Toulouse-Lautrec

Artysta #2 – ja

Pasja #1 – Sztuka

Pasja #2 – Gotowanie

Urodziny #1- 24 listopad 1864 – narodziny maleńkiego Henryczka

Urodziny #2 – 24 listopad 2014 – narodziny tegoż bloga

150 lat – od 24. listopada 1864 do dzisiaj 6 km – od Château du Bosc do mojego aktualnego domostwa

eng